Krazov

Nie możemy ogarniać strumienia informacji, który nas bombarduje w każdej chwili, ale musimy w nim żyć


Lekcja Rorka

Czymże wiÄ™c jest nasz Å›wiat, skoro gdy tylko dotyka go rzeczywistość, to krwawi i kona?! — Rork w albumie "Powrót"

"Powrót", ostatni tom przygód Rorka jest zdrowo pokręcony i muszę przyznać, że przez długi czas nie wiedziałem jak go ugryźć. Po drodze czytałem jedną interpretację, nawet nie tyle zakończenia, co całego cyklu, lecz nie przekonała mnie ona. Kilka dni temu jednakże podczas zabawy nową wyszukiwarką Microsoftu, czyli Bingiem, odnalazłem stronę, której Google mi nigdy nie podsunęło. (To pokazuje, że nie warto ograniczać się do jednego silnika wyszukującego informacje w sieci.) Seria przygód o białowłosym czarnoksiężniku, który odbył swego czasu o jedną podróż między wymiarami za dużo, zaczęła nabierać dla mnie sensu, choć prawdopodobnie będę mógł czytać ją jeszcze wielokrotnie, za każdym razem odkrywając jakieś nowe elementy. Ale zostawmy już Rorka. Ważniejsze jest to, co do mnie dotarło podczas czytania o jego przygodach.

Moja teoria rzeczywistości

Teoria, którą tutaj przedstawię, nie jest bardzo przełomowa obecnie, choć nie jest jeszcze bardzo popularna. Być może się to zmieni z czasem. Jej pierwsze szkice zacząłem tworzyć dawno temu, możliwe że nawet 9 lat temu i że miało to miejsce podczas dyskusji na czacie w pokoju "Religie" na Onecie. Teoria spotkała się w najlepszym przypadku z wyśmianiem, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Trochę mnie to dziwi, ponieważ w znamienitej większości jest to synteza paru pomysłów, na jakie natrafiłem podczas pisania w liceum referatu na temat Fryderyka Nietzschego. W domyśle: nic nowego. A jednak. Pomimo iż ogólna teoria ma ponad 100 lat, nadal wzbudza wrogość u niektórych. Ja od czasów onetowych czatów odbyłem długą podróż po różnych filozofiach, religiach i światopoglądach, zataczając na koniec koło i docierając w jednej z moich ulubionych serii komiksowych do tezy, którą próbowałem bronić na początku tej drogi. Jak pisałem jednak, nie ma tego złego: owa podróż tylko mnie wzbogaciła. Czy tym razem będę w stanie obronić swojego przekonania? Lub raczej: czy będę w stanie przekazać w pełni moje stanowisko?

Zobaczymy.

Punktem wyjÅ›ciowym jest zaÅ‚ożenie, że nie mamy takich możliwoÅ›ci umysÅ‚owych, by objąć w caÅ‚oÅ›ci rzeczywistość. Nauka ludzka poczyniÅ‚a niesamowite postÄ™py przez tysiÄ…ce lat, ale raczej po to, by odkryć, jak maÅ‚o wie. To siÄ™ nie zmieni. Rozwój nauki prowadzi raczej do specjalizacji niż zrozumienia Å›wiata. Zamiast odpowiedzi na stare pytanie dostajemy kolejne pytania. I tak w nieskoÅ„czoność. Dawniej twierdziÅ‚em, iż dzieje siÄ™ tak dlatego, że rzeczywistość jest nieskoÅ„czonym źródÅ‚em dla każdego czÅ‚owieka. Owa nieskoÅ„czoność budziÅ‚a pierwsze opory ludzi, z tego, co pamiÄ™tam. Obecnie nie wydaje mi siÄ™ to aż tak istotne — skoÅ„czoność lub nie rzeczywistoÅ›ci. Istotne jest nasze podejÅ›cie do niej. A jest takie, że nie ogarniamy caÅ‚ej. To jest kluczowa kwestia. Możemy — a z pewnych powodów powinniÅ›my — poszerzać naszÄ… wiedzÄ™ na temat otaczajÄ…cego nas Å›wiata, by któregoÅ› dnia odkryć, że jest skoÅ„czona; wtedy Å›wietnie — moja teoria przestaje mieć znaczenie i staje siÄ™ historycznym eksponatem w muzeum filozofii czy czego tam. (To by pewnie oznaczaÅ‚o również, iż istnieje jakaÅ› obiektywna rzeczywistość.) O ile to pierwsze odkrycie jest możliwe, tak nigdy nie odkryjemy, że rzeczywistość jest nieskoÅ„czona, bo to mogÅ‚oby zawsze oznaczać, że jeszcze nie zgromadziliÅ›my dość danych. Mechanistyczna teoria Å›wiata zdaje siÄ™ pokazywać, że w Å›wiecie nauki lepiej nie wychylać siÄ™ z ostatecznymi wnioskami. (W skrócie: koÅ„cem XIX wieku naukowcy uważali, że poznaliÅ›my już wszystko i wiemy wszystko. Rok później zaczÄ™to badania nad atomami, które wywróciÅ‚y to "wszystko" do góry nogami, grzebiÄ…c jednoczeÅ›nie marzenia o ostatecznym zrozumieniu Å›wiata, w którym żyjemy.)

Nie możemy ogarniać tego strumienia informacji, który nas bombarduje w każdej chwili życia, ale musimy w nim żyć. Co robi zatem czÅ‚owiek? (I po prawdzie: nie tylko czÅ‚owiek, to samo robiÄ… zwierzÄ™ta czy roÅ›liny.) Tworzy sobie model rzeczywistoÅ›ci. Model, czyli uproszczenie. Szufladkuje, mówiÄ…c już bardziej potocznie. Tak, bez tego ani rusz. Wszyscy bez wyjÄ…tku postÄ™pujemy w ten sposób, choć oczywiÅ›cie niektórzy widzÄ… wiÄ™cej (tzw. otwarte umysÅ‚y), podczas gdy wiÄ™kszość dostaje siÄ™ w udziale mniejszy fragment (tzw. ciemnogród); warto o tym pamiÄ™tać podczas wydawania surowych osÄ…dów na temat innych. JesteÅ›my zatem skazani na wybranie sobie ograniczonej iloÅ›ci informacji, różnej dla każdego z nas. Różnej pod wzglÄ™dem iloÅ›ci, jak i jakoÅ›ci. MówiÄ…c trochÄ™ poetycko: każdy tworzy sobie swój Å›wiat, tak urzÄ…dzajÄ…c pobrane z otoczenia informacje, jak mu pasuje. I tak funkcjonuje. Rzeczywistość naturalnie nie daje siÄ™ tak Å‚atwo formować, co powoduje — a przynajmniej powinno — zmianÄ™ jej postrzegania. Im umysÅ‚ mÅ‚odszy, z tym wiÄ™kszÄ… Å‚atwoÅ›ciÄ… to czyni. W miarÄ™ życia jednak dochodzi do utrwalenia siÄ™ poglÄ…dów, za co odpowiada swoiste zmÄ™czenie materiaÅ‚em. Przetworzywszy pewnÄ… ilość danych, umysÅ‚owi udaje siÄ™ stworzyć stabilny Å›wiat, który może spokojnie funkcjonować w zetkniÄ™ciu z innymi Å›wiatami. Należy mieć jednak Å›wiadomość, że nie jest to nic wiÄ™cej.

Buddyzm i fizyka kwantowa

Zanim przejdę do konsekwencji takiego stanu rzeczy, zatrzymam się na tych dwóch rzeczach, w których znajduję potwierdzenie swoich spostrzeżeń. Ta część ma być zaledwie napomknięciem o innych źródłach, do których odsyłam wszystkich zainteresowanych tematem.

Jednym z podstawowych celów buddyzmu jest "wyłączenie myślenia". Nie chodzi tutaj bynajmniej o bezmyślność, lecz pozbycie się nawyków wartościowania wszystkiego, co przychodzi, a zamiast tego po prostu postrzegania rzeczywistości. To powoduje, że przestaje ona mieć wszędzie ustalone zasady. Zaczyna przypominać to, czym w istocie jest: niekończącym się strumieniem, który przepływa przez nas, a my przez niego. Wg buddystów poprzez myślenie każdy z nas stwarza świat. Wypisz, wymaluj to, co właśnie formułuję.

Fizyka kwantowa jest dość blisko z buddyzmem, co sam Sogjal Rinpocze zdążył zauważyć przed śmiercią. Szkoda, że ogólny program żadnego liceum nie jest w stanie dotrzeć do tego tematu, tonąc po drodze w działających siłach, wektorach i tym podobnych aspektach. Przedstawiając w miarę prostą formę: rzeczywistość jest relacją pomiędzy obserwatorem a obserwowanym obiektem. Czerwona róża nie jest czerwona, lecz można ją zobaczyć w tym kolorze. Większość ludzi tak właśnie będzie ją postrzegać. Ludzie z wadą wzroku mogą ją postrzegać inaczej (myślę tutaj o daltonizmie, chociaż nie wiem dokładnie jak widzi kolory daltonista, mogę tylko bazować na różnych materiałach i porównaniu tego, co ja widzę, z opisem tego, co taka osoba widzi), dla niewidomych róża w ogóle nie ma koloru. Wiele gatunków zwierząt podobno nie rozróżnia kolorów (przyjęło się to na filmach przyrodniczych prezentować jako czarno-biały obraz, nie wiadomo na ile słusznie).

Społeczne skutki takiego postrzegania rzeczywistości

Rodzi się pytanie: skoro każdy żyje w swoim świecie, to jak możliwe jest zaistnienie społeczeństwa?

Dzieje siÄ™ tak dlatego, że Å›wiaty sÄ… co prawda różne dla każdego czÅ‚owieka, lecz podobne do siebie. Cofnijmy siÄ™ do czasów, kiedy najwiÄ™kszÄ… formÄ… organizacji spoÅ‚ecznej byÅ‚y plemiona. Bycie w grupie byÅ‚o konieczne do przeżycia. To wymagaÅ‚o przyjÄ™cia bardzo zbliżonej wizji rzeczywistoÅ›ci (poniekÄ…d tylko w maÅ‚ych grupach siÄ™ to sprawdza). W miarÄ™ jak grupy rosÅ‚y, dochodziÅ‚o do osiÄ…gniÄ™cia momentu krytycznego i rozbicia na podgrupy, które w pewnym momencie rozbijaÅ‚y siÄ™ na kolejne podgrupy. To lekcja wyniesiona z pracy w korporacji: duże firmy sÄ… niewydolne jeÅ›li chodzi o podejmowanie decyzji. Wszystko trwa latami. W kapitalizmie jest to dopuszczalne, lecz w czasach prehistorycznych — nie. Zatem czÅ‚onkowie plemienia przyjmowali bardzo zbliżonÄ… interpretacjÄ™ rzeczywistoÅ›ci, co byÅ‚o o tyle prostsze, że żyli w tych samych warunkach i mogli na siebie wpÅ‚ywać nawzajem; ponadto byli izolowani chociażby odlegÅ‚oÅ›ciami od innych grup ludzi. PisaÅ‚em wczeÅ›niej, że czÅ‚owiek wybiera sobie pewnÄ… liczbÄ™ elementów, którÄ… ogarnia, lecz nie jest to Å›wiadomy wybór, w dużej mierze jest to losowe i niekontrolowane, narzucone przez warunki i otoczenie. SpoÅ‚eczność z tych pojedynczych Å›wiatów tworzy jeden zbiorowy. Również nieÅ›wiadomie. Dzieje siÄ™ to na zasadzie emergencji, niekierowane przez nikogo. (SwojÄ… drogÄ… dawno już nie pisaÅ‚em o emergencji.) CzÅ‚onkowie plemienia dostosowywali swojÄ… osobistÄ… wizjÄ™ do zbiorowej.

Jednakże w miarę puchnięcia takiej grupy jedna wizja przestawała wystarczać. Chociażby status zamożności wymusił wytworzenie się podgrup. W tym przypadku klas. Biedni, bogaci i ci pośrodku. Najogólniej rzecz ujmując. A jednak ludzie już przyzwyczaili się, że jest jakaś jedna, nadrzędna i obowiązująca wersja tłumacząca dlaczego jest tak, a nie inaczej. To stało się przyczyną tworzenia kolejnych teorii, coraz bardziej ogólnych i coraz bardziej bezsensownych. Przez jakiś czas to funkcjonowało, mniej lub więcej, ale rozwój nauki uniemożliwia już ogarnięcie wszystkich dziedzin pojedynczej osobie czy nawet małemu zespołowi badaczy (pomijając już fakt, że obecni ludzie nauki coraz częściej bronią swoich teorii nie bacząc na nowe przesłanki). Koniec z ludźmi renesansu.

Dalej idąc trzeba stwierdzić, że niektóre zjawiska, takie jak np. śmierć kogoś bliskiego, wojna czy gwałt, przerastają większość ludzi. Nie chodzi tutaj już o fizyczne możliwości mózgu, lecz kruchość ludzkiej psychiki. Świadczy o tym konieczność wytworzenia się u człowieka (może nie tylko u niego) mechanizmu wypierania. Dlatego też każda religia dysponuje wachlarzem rytuałów oswajających każdy element życia. A najbardziej śmierć. Podobno rozwój człowieka zaczął przyspieszać, kiedy uświadomiliśmy sobie, że umrzemy. Wciąż nam to jednak ciąży.

Trop chrześcijański i pustynny

Jako podrozdział przytoczę fragment mojej wymiany zdań z szeroko pojętymi chrześcijanami (co istotne, nie katolikami, oni mają trochę inne podejście jeszcze, które sobie tutaj daruję), którzy powiedzieli mi, że ich celem jest jak najbardziej upodobnić się do Jezusa Chrystusa. Gdyby zacząć wnikać, okazałoby się, że każdy inaczej będzie rozumiał postać Jezusa, co w przeszłości już doprowadziło do wielu rozłamów w kościołach, ale wygląda to jak zaszczepiony program ochrony ustalonego spojrzenia na rzeczywistość.

CzytaÅ‚em 4 lata temu książkÄ™ pt. "PiÅ‚at i Nazarejczyk" Elisabeth Dored, która opowiadaÅ‚a historiÄ™ ukrzyżowania Jezusa i tego, co siÄ™ dziaÅ‚o zarówno na krótko przed, jak i potem, ale czyniÅ‚a to z punktu widzenia Poncjusza PiÅ‚ata. Jeden fragment przykuÅ‚ mojÄ… uwagÄ™. Kiedy PiÅ‚at kazaÅ‚ wywiesić proporce rzymskie przed Å›wiÄ…tyniÄ… żydowskÄ…, co byÅ‚o normalne z punktu widzenia rzymian, gdzie wiele bóstw funkcjonowaÅ‚o obok siebie w przestrzeni spoÅ‚ecznej, natomiast dla Å»ydów byÅ‚o nie do pomyÅ›lenia. Woleli zginąć na miejscu niż do tego dopuÅ›cić. PiÅ‚at odpuÅ›ciÅ‚. Tego nauczyÅ‚o Å»ydów życie w surowych pustynnych warunkach — kto nie walczy, przegrywa. Jezus, jako żyjÄ…cy w tamtym okresie, przesiÄ…kniÄ™ty byÅ‚ tym nastawieniem, podobnie jak jego uczniowie i pierwsi nastÄ™pcy. Siłą rzeczy przekazali to. DziÄ™ki temu chrzeÅ›cijaÅ„stwo przetrwaÅ‚o rzymskie represje (a obecnie radzi sobie z przeÅ›ladowaniami w Chinach czy niechęć kastowego spoÅ‚eczeÅ„stwa w Indiach). SÄ…dzÄ™ jednak, że na pewnym etapie rozwoju zachodniej cywilizacji te rygorystyczność zaczęła być kulÄ… u nogi.

Dalsze konsekwencje

Przez stulecia ludzie utrwalili sobie, że muszą bronić tej swojej wizji rzeczywistości, jakby nadal zależało od tego ich życie. Ujawnia się to w postaci różnych konfliktów czy nawet wymiany zdań, które miałem wielokrotnie okazję oglądać w różnych programach telewizyjnych, gdzie ktoś czuje się reprezentantem jakiejś grupy. Zamiast zrozumienia faktu, że ten człowiek naprzeciwko po prostu inaczej patrzy na świat, upierają się, żeby przekonać do swojego stanowiska. Pół biedy jeżeli dyskusja jest rzeczowa (lub chociaż w miarę rzeczowa), na ogół niestety nie jest. Stąd też żyjący w miejscach, gdzie dochodzi do styku wielu kultur i narodowości są bardziej tolerancyjni, ponieważ mieli kontakt z przedstawicielami innych światów.

Wydaje się, że tutaj jest pies pogrzebany, ponieważ w świecie multikulti należy powstrzymać się od narzucania swoich poglądów. Brzmi prosto, ale co w sytuacji, kiedy komuś w naszym odczuciu dzieje się krzywda? Być może właśnie krzywda innych ludzi jest najlepszym wyznacznikiem postępowania? Od razu powiem, że nie wiem i celem tej notki nie jest szukanie odpowiedzi na to pytanie. Co najwyżej zaznaczam problem. (O podejściu do inności ciekawie pisali np. Stanisław Lem w "Solaris" czy Jacek Dukaj w "Innych pieśniach".)

Światełko w tunelu?

Być może rację ma Richard Dawkins, kiedy mówi o tym, iż może prawa moralne można odkryć na tej samej zasadzie, co prawa matematyki? Matematyka nie istnieje w znanej nam postaci w przyrodzie, a jednak dała się zaobserwować i po wyprowadzeniu pozwala nam przewidywać (jako składowa fizyki, chemii czy biologii) różne zjawiska. Dystansuję się od jego postawy znanej choćby z "Boga urojonego", ale nie na tyle, żeby nie pochylić się nad tą tezą. Niestety, dopóki nie przyswoimy sobie świadomości o takich a nie innych relacjach człowieka z rzeczywistością, w których nie ma nic niezmiennego czy pewnego, nie będzie możliwy dalszy ciąg. Ale to już temat na inną dyskusję.

Na razie to koniec, ale pewnie będę rozwijał poszczególne wątki poruszone w dzisiejszej notce.