Krazov

Postęp techniczny wgryzł się w nas na tyle, że można tylko próbować utrzymać się na fali


Kontratak

SkoÅ„czyÅ‚em dzisiaj czytać ostatniÄ… książkÄ™ Williama Gibsona pt. "W kraju agentów". (Nawiasem mówiÄ…c tytuÅ‚ brzmi: "Spook Country. W kraju agentów" i jest to przykÅ‚ad durnego wymyÅ›lania tytuÅ‚u na grunt polski. Podejrzewam, iż to nawet nie byÅ‚ wymysÅ‚ tÅ‚umacza, tylko wydawcy, który myÅ›laÅ‚, że tak bÄ™dzie chwytliwiej. No cóż. Może wrócÄ™ kiedyÅ› do tego wÄ…tku.) W którymÅ› momencie zdaÅ‚em sobie sprawÄ™ z faktu, że znam twórczość tego uznanego za najbardziej wpÅ‚ywowego pisarza ostatnich 20 lat tylko z lat 80., a przecież poźniej też pisaÅ‚. Toteż w styczniu bieżącego roku moja noga postanęła w ksiÄ™garni w M1, gdzie zakupiÅ‚em wyżej wymienionÄ… knigÄ™. Po części dlatego, że nie miaÅ‚em wyboru — okazaÅ‚o siÄ™ bowiem, że wszystkie inne jego książki to biaÅ‚e kruki, których od dawna nie ma w sprzedaży. (Aczkolwiek 29 stycznia 2009 wydano na nowo "Neuromancera", muszÄ™ nadrobić, ponieważ mój z hardcore'owÄ… żółtÄ… okÅ‚adkÄ… z plastikowymi palmami byÅ‚ przepadÅ‚ w okolicznoÅ›ciach nie wartych wspominania.)

Nie będzie to jednak recenzja książki. (Chociaż... w dużym skrócie: niezła, fajne postaci, główny wątek śmieszny się okazuje, polecam.) Chciałem raczej podzielić się refleksjami luźno powiązanymi z książką, które jednakże wpisują się w to, co ostatnio wypisywałem odnośnie rozwoju Internetu, masy krytycznej i tak dalej. Williama Gibsona uważa się za ojca chrzestnego cyberprzestrzeni. Nie wiem czy jest on faktycznie pierwszym osobnikiem, który opisał coś takiego (czy "TRON" nie był wcześniej?), ale on nadał tej koncepcji ciekawą wizję i mroczną realizację rodem z powieści Raymonda Chandlera. Podobno obecnie wizja ta nie jest tak zachwycająca jak kiedyś, ale ciężko mi to powiedzieć, ponieważ nie przeczytam jej już więcej po raz pierwszy. Faktem jest, że William Gibson jako pierwszy rozpoznał pewne nadchodzące trendy. To, co wymyślił w latach 80. zaczęło się już jakiś czas temu urzeczywistniać, choć oczywiście życie nałożyło swoje poprawki. Z powodu tej profetycznej cechy twórczości pana Gibsona postanowiłem sięgnąć po "W kraju agentów" mając na uwadze, że akcja osadzona jest współcześnie. Tak. Zastanawiało mnie czy w otaczającej nas rzeczywistości, której również ja jestem częścią, dostrzegł coś interesującego. Co prawda już "Rozpoznanie wzorca" było nam współczesne (dwie postaci zresztą się powtarzają, czyżby kolejna trylogia?), ale nie dotarłem do niej. Jeszcze.

Książka z jednej strony jest lekka, szczególnie kiedy okazuje się do czego zmierza główny wątek, ale poszczególne elementy niekoniecznie. Ale nie o tym miałem. Kiedy czytałem "W kraju agentów", dotarło do mnie, że nie ma ucieczki od tego, co sam opisałem w "E-szałasie". Postęp techniczny wgryzł się w nas na tyle, że można tylko próbować utrzymać się na fali. Gdzieś w okolicach chińsko-kubańskiej najmniejszej na świecie mafii, która zajmowała się przerzutem iPodów z szyfrowanymi danymi, zrozumiałem, że izolacja jest bez sensu. Można, ale lepiej znaleźć się w tym śmietniku. Dlatego postanowiłem sporządzić sobie coś w rodzaju

poradnika Internetowego survivalu.

  1. UsuniÄ™cie wszystkich nadmiarowych kont, szczególnie tych wskazujÄ…cych na mnie. OczywiÅ›cie lubiÄ™ bywać w różnych miejscah, wiÄ™c bÄ™dÄ™ tam miaÅ‚ konta, ale lewe. W koÅ„cu żyjemy w spoÅ‚eczeÅ„stwie informacyjnym, a ostatnio wszÄ™dzie chcieliby, żeby siÄ™ logować lub podawać adres email. Dawniej trzeba byÅ‚o bywać na stronie, żeby czÅ‚owiekowi nie usunÄ™li konta, teraz jest na odwrót — strony wrÄ™cz chowajÄ… opcjÄ™ kasowania konta. To przemawia na korzyść zakÅ‚adania fikcyjnego konta (dziÄ™kujemy Ci, Nasza Klaso, za ten wkÅ‚ad w żargon internetowy).
  2. Taktyka rozproszenia polegająca na nazywaniu inaczej każdego profilu w interesujących nas portalach. W ten sposób zmniejszamy znacznie ryzyko połączenia dotyczących nas faktów w całość. Zarówno ze strony ludzi, jak i botów (pomijając już nazwy firm, to słyszałem, że algorytmy wiążące ze sobą informacje o jednej osobie uległy znacznej poprawie). Rozdrobnienie to już za mało, trzeba jeszcze się kamuflować.
  3. Trochę to przypomina początki Internetu, który był małopojemny (nie powiem, że mały, bo mały to jest teraz, gdzie każdy każdemu przez ramię zagląda), ale dobrą zasadą jest, że im bardziej prawdziwe informacje o sobie, tym bardziej zakamuflowane to wcielenie powinno być. Pod swoim sztandarem lepiej pisać na tematy zawodowo-specjalistyczno-nie-dotyczące-nas.
  4. Warto mieć różne konta emailowe: jedno do korespondencji z ludźmi, zawodowe, służące do zakładania różnych kont. Jak pokazuje przykład Facebooka, czasami można się inaczej nazywać i ukryć adres email, a strona i tak nas znajdzie.

PS Co do masy krytycznej, o której poprzednio pisałem, to na razie na to nie liczę. Po zapisaniu się na Twittera zobaczyłem całe tysiące, jeśli nie miliony ludzi, którym Internet w obecnym kształcie jeszcze długo nie wyjdzie bokiem. Jak zawsze jestem w awangardzie.