Krazov

Ludzie może nie zapamiętają, co do nich mówiłeś, ale na pewno nie zapomną, jak się wtedy czuli


Kazik mówi, że je, aby jeść

Kiedy Piotr Miączyński opublikował tekst pt. "Chce mnie pozwać Kazimierz Staszewski", nie spodziewałem się takich następstw. Machina uruchomiona przez prawników działających w imieniu muzyka doprowadziła do usunięcia z tytułu bloga cytatu "Konsument mówi, że je, żeby jeść". Na wskutek wrzawy Kazik na swoim forum napisał, że odpuszcza, bo gra nie warta świeczki. Teoretycznie wszystko skończyło się dobrze.

Zdania wokół sprawy są podzielone, jedni trzymają stronę Piotra Miączyńskiego (prawo do cytatu), inni — stronę Kazika (prawa artysty do dysponowania swoją twórczością), jeszcze inna grupa próbuje znaleźć rację gdzieś po środku. Mnie najbardziej zainteresowała kwestia, która poruszana była najmniej; kulturowa, rzekłbym.

Ale najpierw przybliże parę aspektów sporu.

Między prawem a zdrowym rozsądkiem

Prawo autorskie pozwala cytować w swojej twórczości czyjąś inną twórczość. W tym celu nie trzeba pytać o zdanie, ale trzeba podać źródło tekstu i autora. (Nie jestem prawnikiem, więc przedstawiam rozumowanie "na chłopski rozum". Prawnicy proszeni są o niepowstawanie, to nie jest istotna część wywodu). Czy Piotr Miączyński zadośćuczynił podaniu źródła cytatu poprzez wklejenie w pierwszej notce wklejki z YouTube'a?

Spór wśród dyskutantów nie został rozstrzygnięty. Według części warunek został spełniony, według innych ostateczne zdanie należy do Kazika (oraz jego przedstawicieli). Tak naprawdę rozstrzygnięcie mogłaby dopiero przynieść rozprawa i orzeczenie sądu. A tego nie będzie, ponieważ Kazik odpuścił.

Niektórzy dyskutanci podnieśli argument o nieadekwatności zastosowanych środków. Ci bardziej biegli w prawie ripostowali, że tak się właśnie pisze pisma prawnicze, lecz nie zmienia to faktu, że dla statystycznego Kowalskiego ten prawniczy bełkot wygląda jak straszenie sądem za jedno zdanie z piosenki. Jak powiedział ktoś, kogo nie potrafię ustalić: "Ludzie może nie zapamiętają, co do nich mówiłeś, ale na pewno nie zapomną, jak się wtedy czuli" (cytat z głowy). Podobnie może być tutaj, czego zwiastunem są zapowiedzi usunięcia różnych cytatów Kazika ze swoich blogów czy rezygnacji ze zbliżających się koncertów.

Tak przechodzimy do kolejnego punktu programu.

Ludowość

Goran Bregovič wyraził kiedyś życzenie, że chciałby, by jego twórczość stała się muzyką ludową — ludzie już dawno zapomną, kto napisał piosenki, ale wciąż będą je śpiewać; że jego twórczość będzie żyła. Exegi monumentum i te sprawy.

Być może nie jest to uniwersalne spostrzeżenie, ale również w moim otoczeniu "cytaty z Kazika" (bo również innych jego projektów) funkcjonowały na zasadzie powiedzonek. Podobnie odebrałem użycie cytatu przez Piotra Miączyńskiego — jako puszczenie oka do odbiorcy. Zawsze lubiłem intertekstualność, ponieważ wymagała od odbiorcy pewnego przygotowania, jest swego rodzaju grą (a mam naturę gracza). I na ww. blogu sprawa tak zdawała się mieć. Ja, co prawda, nie znałem tej piosenki, ale to mój problem. Autor nigdzie nie sugerował (a czytam jego bloga od kilku miesięcy), jakoby to był jego tekst; choć zapis już prędzej — brak przecinków szedł w parze z interpunkcją notek, niestety.

Rzecz w tym, że jeśli nie podano autora cytatu, to wynikało to z przeświadczenia, że "autor jest znany". Nie wszystkim, ale na pewno tak dużej liczbie ludzi, że nie mogło dojść do żadnego zawłaszczenia. Oznaczało to, że twórczość Kazika Staszewskiego osiągnęła — trochę, bo trochę, ale jednak — poziom z życzenia Gorana Bregovicza. Weszła do języka potocznego, odcisnęła na nim swój ślad. Jest to niewątpliwie spore osiągnięcie.

I co? I do tego przypięli się prawnicy.

Rykoszety

Nie odmawiam racji prawnych w tej sprawie. W istocie, nie interesują mnie one. Pozew sprawia wrażenie wyrwania się przed szereg i wprowadza małe zamieszanie w ten naturalny cykl przenikania twórczości do języka potocznego. Nie sądzę, żeby zaburzyło to ten proces — nie ma tak lekko — ale na chwilę może lekko zwolnić. Fakt, że Kazik Staszewski odpuszcza, być może ucina tę sprawę, ale przydałoby się dłuższe oświadczenie. Co odpuszcza, komu odpuszcza, czy odpuszcza na dobre, co z kolejnymi? Ludzie po prostu nie wiedzą. To pierwszy rykoszet, którym obrywa Kazik (nawet nie za swoje bezpośrednie działanie).

Drugi rykoszet jest taki, że wiele osób uważa teraz Kazika za hipokrytę. Artysta wiele razy cytował u siebie innych, a teraz sam za to ściga. Jakże to? Na chłopski rozum coś tu nie gra. Ludzie w uniesieniu odgrażają się, że nie pójdą więcej na koncert, że ściągną jego wszystkie albumy z Torrentów, że idol dzieciństwa się stoczył. (Swoją drogą, stawianie sobie za idola żyjącego człowieka prawie zawsze się tak kończy. Przykład Metalliki i ich dwukrotnej "zdrady" najlepszym przykładem. Ja sam przeżyłem to z Marilynem Mansonem). Trzeba to dzielić przez dwa, a może nawet i cztery, ponieważ w grę wchodzą emocje. Ale oddźwięk jest i nieprzyjemnie wibruje.

(Na podlinkowanym w pierwszym akapicie forum można przeczytać kilka ciekawych przykładów, kiedy to Kazik był po drugiej stronie).

Tymczasem Piotr Miączyński, wydawać się może, zyskuje. Zrobił sobie małą promocję, pisze się o nim, sporo ludzi staje po jego stronie. Czy aby na pewno? Z powodu wspomnianej wyżej ludowości — ludzie obcując od lat z twórczością Kazika poczuli, że jest to w jakimś stopniu ich. Nie w znaczeniu prawnym, oczywiście. Jeżeli ktoś przez lata słucha muzyki, dojrzewa z nią, splata się ona z jego życiem. Sięganie po cytaty jest więc czymś naturalnym. I nagle okazuje się, że za to można dostać bardzo poważnie brzmiące pismo od prawników. Jak sądzę, tak to odbiera sporo ludzi. Myślę, że ludzie — nie mówię, że słusznie — czują się oszukani. Dał twórczość, a teraz odbiera. Ludzie się wystraszyli. Stąd też tak żywiołowa reakcja.

Artysta syty nie ma nic do powiedzenia, chce picia i jedzenia, nie chce nic zmieniać

(Powyższy śródtytuł pochodzi z piosenki "Las Maquinas de la Muerte" z repertuaru Kazik Na Żywo. Żeby nie było. :P)

Mnie osobiście bawi jeszcze jeden aspekt. Kazik Staszewski w swoich tekstach wiele razy piętnował lub ośmieszał pieniężne podejście do sztuki. Sam się nigdy nie sądził, wolał raczej napisać piosenkę (jak chociażby "Pierdolę Pera"). A teraz się chce sądzić. Myślę, że na swój sposób uwiarygodnia swoją wcześniejszą twórczość. Jest już artystą sytym, więc zmienił swoje podejście. Zostało zatoczone piękne koło.