Krazov

Mistrz Wajda przybył w beretce chyba i na plan nawet nie spojrzał specjalnie


Katyń

Rzecz działa się w listopadzie 2006 roku. Najpierw chcieli w środku tygodnia, ale miałem nową pracę, więc odmówiłem. Następnie zadzwonili w piątek z pytaniem o sobotę.

— Czy nie chciaÅ‚by pan zagrać roli laboranta w najnowszym filmie Andrzeja Wajdy, "Post mortem"? — spytaÅ‚a pani z impresariatu. WczeÅ›niej krÄ™cili sceny zbiorowe, można wiÄ™c powiedzieć, iż dobrze wyszedÅ‚em na tej zwÅ‚oce.

Nie miałem zajęć w tamten weekend, więc się zgodziłem. Tego samego dnia jeszcze, po pracy pojechałem najpierw podpisać umowę na Rynek, gdzie się upociłem w tłumie innych oczekujących na podpisanie umowy, a następnie z wywieszonym jęzorem poleciałem na Dolnych Młynów, gdzie była gigantyczna garderoba urządzona w dawnych budynkach Zakładów Przemysłu Tytoniowego. Dobrali mi zajebiste oficerki do bryczesów i takiej kurteczki myśliwskiej, ale pani od ubrań stwierdziła:

— WyglÄ…da jak Bawarczyk.

Faktem byÅ‚o — miaÅ‚em na gÅ‚owie jasny blond wtedy. Ostatecznie ubrali mnie bardziej nijako.

— Jak buty? — padÅ‚o pytanie.

— Luźne — odpowiedziaÅ‚em.

Starsza pani kostiumolog podeszÅ‚a i dobrotliwie powiedziaÅ‚a: — To siÄ™ pan cieszy, bo na planie filmowym najczęściej sÄ… trochÄ™ za ciasne, wiÄ™c jak pan ma luźne, to jest pan szczęściarzem.

Kiedy oddawałem te rzeczy na przechowanie do następnego dnia, zagadnąłem jednego z kolesi, czy będzie ktoś znany grał w jutrzejszej scenie. Gość patrzył na mnie badawczo przez chwilę.

Krzysztofa Globisza kojarzysz? — spytaÅ‚ w koÅ„cu.

— No baa... "AnioÅ‚ w Krakowie" — odparÅ‚em.

— No, to on bÄ™dzie.

NastÄ™pnego dnia wczesna pobudka. DzieÅ„ zdjÄ™ciowy trwa od 6:00 do 22:00. Ubrali nas do filmu, zawieźli na MaÅ‚y Rynek i tak sterczeliÅ›my na zimnie do 9:00, zabijajÄ…c czas opowieÅ›ciami studentów chemii — którzy rzekomo bardziej nadawali siÄ™ na laborantów od studentów informatyki, stÄ…d byÅ‚em jedynym reprezentantem tej zacnej grupy — o Å›rodkach wybuchowych, o pracy na Alasce w wakacje, o tym, że do "Nie do wiary" wynajmujÄ… ludzi, którz potem opowiadajÄ…, że mieli kontakt z duchem, o nerwowych ochroniarzach na planach filmowych itp. W miÄ™dzyczasie w tym kampusie wozów kempingowych pojawiÅ‚ siÄ™ Andrzej Chyra, co mnie zaskoczyÅ‚o. Dopiero po chwili zrozumiaÅ‚em, że macher od kostiumów baÅ‚ siÄ™ widocznie, iż jeszczem gotów Å›ciÄ…gnąć papparazich albo coÅ› w tym stylu, wiÄ™c postanowiÅ‚ rzucić nieznanym, jak sÄ…dziÅ‚, nazwiskiem Globisza.

ZaczÄ™li nas brać po kolei do charakteryzacji. BaÅ‚em siÄ™ trochÄ™, że w ostatniej chwili ktoÅ› zauważy, że mój blond jest nienaturalnie żółty i każą spierdalać, ale zupeÅ‚nie im to nie zmÄ…ciÅ‚o spokoju, nawet wtedy kiedy na pytanie, czy coÅ› robiÅ‚em z wÅ‚osami, odparÅ‚em, że rozjaÅ›niaÅ‚em. Pani mnie ogoliÅ‚a na brodzie, a nastÄ™pnie tzw. żelazkiem — czymÅ› w rodzaju prostownicy, tylko sÅ‚użącej do robienia falowanych wÅ‚osów — powykrÄ™caÅ‚a mi fryzurÄ™. Wszyscy wyglÄ…daliÅ›my, jak nasi dziadkowie i babcie. Nawet w oczekiwaniu na busa zaczÄ™liÅ›my rozważać kwestiÄ™ — udać siÄ™ do "Stylowej" czy "Ermitażu"?

Zawieźli nas na ulicÄ™ Kopernika, do budynku UJ-otu. A tam okazaÅ‚o siÄ™, że salka, gdzie nagrywajÄ…, jest maÅ‚a i z oÅ›miu osób najprawdopodobniej część wróci do domu bez grania. Na szczęście — dla mnie — odpadÅ‚y kobiety. WziÄ™li nas do pomieszczenia nagraÅ„ i wyjaÅ›nili, co mamy robić. Nosić skrzyniÄ™ peÅ‚nÄ… dokumentów. Tak naprawdÄ™ pustÄ…. OkazaÅ‚o siÄ™, że laboranci wkÅ‚adajÄ… teczki do skrzyÅ„, wiÄ™c studentem chemii do tego nie trzeba być. Najbardziej byÅ‚em zdziwiony faktem, iż pomimo, że byÅ‚o już chyba poÅ‚udnie, to Andrzeja Wajdy ni chuchu, nie ma nigdzie. Naszym opiekunem, jak i caÅ‚ego planu byÅ‚ taki Å‚ysy koleÅ›. On nam mówiÅ‚, co mamy robić, znaczyÅ‚ taÅ›mÄ…, gdzie stali aktorzy, by potem ich w tym samym miejscu ustawić, zawiadywaÅ‚ oÅ›wietleniem itd. Innymi sÅ‚owy — robiÅ‚ to, o co podejrzewaÅ‚em reżysera.

Mistrz Wajda przybyÅ‚ w beretce chyba i na plan nawet nie spojrzaÅ‚ specjalnie. PamiÄ™tam, staliÅ›my na zapleczu, skÄ…d mieliÅ›my wyjść po naszÄ… skrzyniÄ™, razem z Krzysztofem Globiszem, który pod oknem powtarzaÅ‚ sobie rolÄ™, kiedy w drzwiach pojawiÅ‚a siÄ™ siwa gÅ‚owa Mistrza. — DzieÅ„ dobry — powiedzieliÅ›my do niego, lecz on nas ledwie zauważyÅ‚. CoÅ› odburknÄ…Å‚ i porwaÅ‚ Krzysztofa Globisza, z którym wespół z Andrzejem ChyrÄ…, KrystynÄ… Zachwatowicz oraz jakimÅ› mniej znanym aktorem omawiali scenÄ™ przez kolejne dwie godziny.

Wreszcie jest, ruszyli. Mistrz Wajda był się zmył do drugiego pomieszczenia, gdzie miał wielką plazmę, na której wszystko oglądał i tylko krzyczał stamtąd: "Akcja!", "Stop!" lub "Powtarzamy!". I to tyle wielkiego mistrza polskiego kina, resztę odwala cała ekipa.

Przed każdym zdjęciem przychodził gość z takim czarnym pudełkiem, z którego się kopcił dym i robił zadymę taką, że prawie nic nie było widać. Kolega-chemik zaczął wypytywać o to. Okazało się, że dym sprawia, że światło lepiej rozchodzi się na filmie. Poza tym jest bardziej gęsto w pomieszczeniu i to, co w tle, szybciej się rozmywa, co ułatwia oglądanie potem. Inaczej wszystko byłoby ostre. (Podobno w technologii HD nie działa to już tak wspaniale, ponieważ... widać dym.) Kolega-chemik wyciągnął jeszcze, że to najzwyklejsza parafina. Kiedy zaczęli rozmawiać o suchym lodzie, wyłączyłem się.

Zaczęła siÄ™ nasza rola. Dwóch kolegów w tle wkÅ‚ada teczki do skrzyÅ„, a ja z takim drugim wchodzimy i bierzemy jednÄ… niby cięższÄ… i wychodzimy z nimi wszyscy wężyka. Dowcip polegaÅ‚ na tym, że po pierwsze — nasza skrzynia byÅ‚a pusta, a koledzy sobie naÅ‚adowali tam nie wiadomo ile teczek, a po drugie — musieliÅ›my do koÅ„ca powtarzać to w takim samym ustawieniu. Potem koledzy-chemicy już nie byli tacy szczodrzy z teczkami. W miÄ™dzyczasie oczywiÅ›cie miaÅ‚a miejsce dość ujmujÄ…ca scena, gdy aktorzy wygÅ‚upiali siÄ™ dla rozluźnienia, a ja niespodziewanie dla siebie mogÅ‚em oglÄ…dać Andrzeja ChyrÄ™ — mojego ulubionego polskiego aktora i chyba jednego z najlepszych w ogóle — przy pracy. To jest już coÅ›. ImponujÄ…ce jest to, że oni potrafiÄ… przez ileÅ› godzin powtarzać 5-minutowÄ… scenkÄ™ i wciąż tak samo to robiÄ….

Statystowanie byÅ‚o to moje niepierwsze, ale wczeÅ›niej robiÅ‚em za agresywnego bezdomnego w "W11" oraz studenta Akademii Rolniczej w "Detektywach" (kiedy to z kolei miaÅ‚em okazjÄ™ obejrzeć sobie z bliska KobietÄ™, Która SiÄ™ Nigdy Nie UÅ›miecha, jak jÄ… ktoÅ› kiedyÅ› nazwaÅ‚, a przez którÄ… w ogóle zwracaÅ‚em uwagÄ™ na coÅ› takiego, jak "Detektywi"). I tam wyglÄ…da to banalnie, przychodzi siÄ™ na plan, czasem dadzÄ… jakiÅ› ciuch — też, prawda, nie zawsze — chwilÄ™ siÄ™ stoi (czasem tylko 20 minut), a potem spadówa do domu. Ale nie tu, nie w filmie o takim budżecie. Najpierw z jednego ujÄ™cia. UcieszyÅ‚em siÄ™, że koniec. No to z drugiego. Radość mniejsza. Trzeciego. SkoÅ„czyli. Już siÄ™ zbieram, kiedy sÅ‚yszÄ™: "Teraz zbliżenia robimy". Zawsze myÅ›laÅ‚em, że zbliżenia krÄ™ci siÄ™ jednoczeÅ›nie z normalnym nagraniem, tylko drugÄ… kamerÄ…. OkazaÅ‚o siÄ™, że to jest dodatkowa seria dokrÄ™tek. No a my wciąż z tÄ… skrzyniÄ…. Tam i nazad. Po drodze proponowaÅ‚em nawet, że raz przejdziemy na odwrót (tj. ja z przodu skrzyni, kolega z tyÅ‚u), ponieważ widzowie na caÅ‚ym Å›wiecie lubiÄ… potem wyÅ‚apywać takie smaczki, lecz Å‚ysy nie byÅ‚ tak entuzjastycznie nastawiony do tego pomysÅ‚u.

A w pewnym momencie — nahle! — Mistrz Wajda ubraÅ‚ beretkÄ™ i wyszedÅ‚. ByÅ‚ apluaz dla Krzysztofa Globisza, bo to byÅ‚ jego ostatni dzieÅ„ i zmyliÅ›my siÄ™. Jeden z kolegów nie zagraÅ‚, choć siedziaÅ‚ do koÅ„ca, bo siÄ™ go komuÅ› zrobiÅ‚o żal i postanowili go umieÅ›cić w ostatnim nagrywanym ujÄ™ciu w tle, ale psuÅ‚ kompozycjÄ™, wiÄ™c wyleciaÅ‚ ostatecznie. I tak to jest — bardziej przygoda niż zarobek. Za caÅ‚y dzieÅ„ byÅ‚o 87 zÅ‚ (dla porównania — 20 minut w W11 kosztuje 50 zÅ‚, chyba że gra siÄ™ trupa). No ale nie żaÅ‚ujÄ™, cathering byÅ‚ i mogÅ‚em zobaczyć mojego ulubionego aktora w akcji, czegoż chcieć wiÄ™cej?

Od tamtej pory, końca listopada, zmienili tytuł na "Katyń", a ja nie wiem, czy mnie nie wycięli, ponieważ nie mogę znaleźć się na żadnych fotosach. Jakby co, przechodziłem między Chyrą i Globiszem ze skrzynią.

PS Jak się niestety okazało potem, wyciął mnie mistrz Wajda. Właściwie, jak się tak zastanawiam, to musieli kręcić wszystko od nowa, ponieważ nasze przejście było dość integralnie wkomponowane w scenę (to oznacza kolejne brawa dla Krzysztofa Globisza za drugi ostatni dzień zdjęciowy). Pewnie nigdy się już nie dowiem, czy poszło o ciemne odrosty do kanarkowych włosów. Myślę, że za podniesienie montażowej ręki na mnie los pokarał tego zacnego twórcę brakiem Oscara później. No cóż, z agentami losu się nie zadziera. Niechaj będzie to dla wszystkich nauką na przyszłość.