Jak zdobywano polskie drogi
Na poczÄ…tku zeszÅ‚ego roku, tj. 2009, podjÄ…Å‚em decyzjÄ™ o zrobieniu prawa jazdy. WczeÅ›niej uważaÅ‚em, że jest mi to niepotrzebne. Co wiÄ™cej — nie byÅ‚o! Czasy siÄ™ jednak zmieniajÄ…, podobnie jak temperatura nosa czy jakoÅ› tak, i potrzeba siÄ™ pojawiÅ‚a. Ostatnio oglÄ…daÅ‚em materiaÅ‚ w "Top Gear", gdzie James May byÅ‚ w Finlandii i pokazywaÅ‚, że te skórkowaÅ„ce uczÄ… siÄ™ jeździć samochodami, jak tylko gÅ‚owa im wystaje nad stół. DziÄ™ki temu sÄ… potem zrÄ™czniejsi. Ja tyle tylko, ile graÅ‚em w "Need For Speed", jednakże mój instruktor numer 1, Jurek, nakazaÅ‚ mi tego zaprzestać, jak zaczÄ…Å‚em uczÄ™szczać na kurs. Jego fiat punto nie byÅ‚ w stanie podoÅ‚ać mojej napÄ™dzanej grami komputerowymi uÅ‚aÅ„skiej fantazji. Gdybym miaÅ‚ w jednym zdaniu okreÅ›lić charakter nauk przekazanych mi przez niego, brzmiaÅ‚oby ono: "40 km/h i krajem drogi". Jazda maksymalnie bezpieczna, a przez to ocierajÄ…ca siÄ™ jednak o niebezpiecznÄ…, jeÅ›li chodzi o reakcje innych kierowców. W Rosji by mnie pierwszego dnia zezÅ‚omowali razem z pojazdem, gdybym wcieliÅ‚ tam w życie nauki instruktora numer 1. Raz udaÅ‚o mi siÄ™ rozpÄ™dzić jego pojazd do prÄ™dkoÅ›ci 60 km/h — chyba wyglÄ…daÅ‚ przez okno na daleki plan i dziÄ™ki zjawisku paralaksy nie zauważyÅ‚, że samochód tak bardzo przyspieszyÅ‚ — kiedy nagle usÅ‚yszaÅ‚em: "Nie pÄ™dź tak, bo mi L-kÄ™ z dachu zerwie".
TeoriÄ™ zdaÅ‚em za pierwszym razem, ale przed praktycznÄ… częściÄ… egzaminu wziÄ…Å‚em sobie dodatkowe jazdy na toyocie yaris, na której zdaje siÄ™ egzamin w Krakowie. Na pierwszych zajÄ™ciach z instruktorem numer 2, Wojtkiem, odkryÅ‚em, że nie potrafiÄ™ jeździć. Jurek woziÅ‚ mnie w kółko po tych samych trasach, a tu trzeba byÅ‚o patrzeć na znaki etc. Do tego auto zachowywaÅ‚o siÄ™ inaczej niż tamto — hamulce hamowaÅ‚y od razu, a z pedaÅ‚em sprzÄ™gÅ‚a nie trzeba byÅ‚o siÄ™ mocować, wiÄ™c auto mi trochÄ™ skakaÅ‚o. Kosmos. No i te znaki. (A nie, już pisaÅ‚em o tym.) Jednym sÅ‚owem: koszmar. Nie poddawaÅ‚em siÄ™ pomimo tych batów od losu, ale zdaÅ‚em dopiero za 3 razem, trzymajÄ…c siÄ™ jednak do koÅ„ca instruktora numer 2, który stawiaÅ‚ na dynamikÄ™ jazdy (tzn. nie jeżdżenie 40 km/h i krajem). Jego nauki dajÄ… zawrzeć siÄ™ w jednym sÅ‚owie: "OgieÅ„!" (i "zgodnie z przepisami" w domyÅ›le). OdwaliÅ‚ kawaÅ‚ dobrej roboty, przygotowujÄ…c również mojÄ… siostrÄ™ do egzaminu. Z wyglÄ…du przypominaÅ‚ mi trochÄ™ Krzysztofa MaternÄ™, z charakteru zaÅ› byÅ‚ prostym chÅ‚opem, co zresztÄ… sam powtarzaÅ‚ kilkakrotnie, a co szczególnie ujawniaÅ‚o siÄ™ w jego wypowiedziach na temat "kobieta za kierownicÄ…". Na szczęście miaÅ‚ też kilka innych opowieÅ›ci, którymi siÄ™ ze mnÄ… podzieliÅ‚.
ByÅ‚ to czÅ‚owiek ze starej szkoÅ‚y, nie znajÄ…cy komputera — jak sam dodawaÅ‚ z dumÄ…, nie potrafiÅ‚ go nawet włączyć — a zatem nie prowadzÄ…cy żadnego bloga, postanowiÅ‚em wiÄ™c poÅ‚ożyć siÄ™ niczym Rejtan na drodze niszczÄ…cej mocy czasu i uwiecznić kilka z jego opowieÅ›ci, a nastÄ™pnie opublikować. MyÅ›lÄ™, że nie miaÅ‚by mi za zÅ‚e, ponieważ (a) jego publiczność jest potencjalnie mniejsza od mojej, (b) nie wszystkim bÄ™dzie dane u niego pobierać nauki oraz (c) nie dowie siÄ™ o istnieniu tego tekstu, ponieważ o Internecie tylko sÅ‚yszaÅ‚ od swoich kurstantów. Po tym przydÅ‚ugim wstÄ™pie zapraszam do poniższych opowieÅ›ci.
Dziewczyna, która się bała odwołać
— ByÅ‚a tu kiedyÅ› taka dziewczyna. Nie moja kursantka, jej chÅ‚opak siÄ™ uczyÅ‚, ale ona też miaÅ‚a zdawać. ChciaÅ‚a 2 razy pojeździć. Å»yczyÅ‚bym sobie, żeby tak wszyscy jeździli! Można byÅ‚o normalnie spać. Zero nerwów, żadnego szarpania. Wszystko pÅ‚ynnie. PoszÅ‚a na egzamin i nie zdaÅ‚a. Jej chÅ‚opak do mnie zadzwoniÅ‚, że egzaminator jej spytaÅ‚, czy chce wyjechać samochodem, na co ona siÄ™ zgodziÅ‚a i wyjeżdżajÄ…c tyÅ‚em zahaczyÅ‚a o samochód. Egzaminator jÄ… skrzyczaÅ‚ i powiedziaÅ‚, że nie zdaÅ‚a. Ja im doradzaÅ‚em, żeby ona pisaÅ‚a odwoÅ‚anie, a nawet tylko pytanie, czy na tym etapie można oblać, ponieważ jak dla mnie egzamin siÄ™ jeszcze nie rozpoczÄ…Å‚. ReguÅ‚y egzaminu sÄ… dość precyzyjne i takiej sytuacji nie ma opisanej. Ona w ogóle nie powinna tym samochodem wyjeżdżać. Ale ona siÄ™ baÅ‚a, że "siÄ™ bÄ™dÄ… odgrywać" potem na niej. Moim zdaniem niesÅ‚usznie. Tylko siÄ™ zastanawiam: po co ona w ogóle siÄ™ na to zgadzaÅ‚a?
Tu może wtrÄ…cÄ™, że za trzecim razem zdajÄ…c zostaÅ‚em poproszony przez egzaminatorkÄ™ o... wyjechanie na egzamin. (Za pierwszym i drugim razem goÅ›cie to robili sami, krÄ™cÄ…c kierownicÄ… z krzesÅ‚a pasażera.) I wtedy zrozumiaÅ‚em, dlaczego tamta dziewczyna tak postÄ…piÅ‚a, jak postÄ…piÅ‚a. PomyÅ›laÅ‚em, że pewnie mogÄ™ odmówić, bo zapewne ryzykujÄ™ takÄ… samÄ… sytuacjÄ…, ale trafiÅ‚a mi siÄ™ egzaminatorka. JeÅ›li chodzi o egzaminujÄ…ce kobiety, to sÅ‚yszaÅ‚em same okropne rzeczy: że wredne, że siÄ™ czepiajÄ… itd. Ta moja nie byÅ‚a raczej legendarnÄ… KrwawÄ… Betty, ale pomyÅ›laÅ‚em, że pójdÄ™ jej na rÄ™kÄ™, bo wkurzony egzaminator — niezależnie jakiej pÅ‚ci — nie patrzy zbyt przychylnym okiem, a jak wiadomo bardzo Å‚atwo siÄ™ przyczepić na ulicy. Na mojÄ… decyzjÄ™ zapewne wpÅ‚ynęło to, że przed egzaminem wciÄ…gnÄ…Å‚em sobie kreskÄ™ zażyÅ‚em Persen, zioÅ‚owy lek na uspokojenie, po którym można prowadzić pojazdy. CzujÄ…c wiÄ™c wielki bÅ‚ogostan i lekki tumiwisizm przystÄ…piÅ‚em do jazdy. Moja taktyka siÄ™ sprawdziÅ‚a. ByÅ‚a godzina 6:15 i egzaminatorkÄ™ trzymaÅ‚a w uÅ›cisku jeszcze lekka senność, z której jej nie wyrwaÅ‚em odmówieniem speÅ‚nienia życzenia. Ona doceniÅ‚a to i przymknęła oko na wyprzedzanie dźwigu pod samymi jego koÅ‚ami.
Chłopak, któremu lampka nie zgasła
— Innym razem chÅ‚opak podczas wykonywania manewru ruszania pod górÄ™ z wykorzystaniem hamulca awaryjnego Å‚adnie ruszyÅ‚, ale egzaminator siÄ™ przyczepiÅ‚, że lampka nie zgasÅ‚a. RÄ™czny już nie trzymaÅ‚, ale lampka gaÅ›nie, dopiero kiedy siÄ™ caÅ‚kiem opuÅ›ci wajchÄ™. Nie zdaÅ‚. Jemu również proponowaÅ‚em, żeby siÄ™ odwoÅ‚aÅ‚, ponieważ opis zadania brzmi "manewr ruszania pod górÄ™ z wykorzystaniem hamulca awaryjnego". Tam nie ma ani sÅ‚owa o tym, że lampka ma zgasnąć. RuszyÅ‚? RuszyÅ‚! No to w czym problem?
Ta opowieść przywodzi mi na myÅ›l moje drugie podejÅ›cie. Po pierwszym niezdaniu tak zajÄ…Å‚em siÄ™ jeżdżeniem po mieÅ›cie, że zbagatelizowaÅ‚em przećwiczenie ruszania pod górÄ™ z rÄ™cznego. W efekcie — co jest na swój sposób żenujÄ…ce, choć jednoczeÅ›nie bardzo pouczajÄ…ce — samochód zgasÅ‚ mi dwa razy, ponieważ pomyliÅ‚em kolejność dziaÅ‚aÅ„ i zamiast gazu zwalniaÅ‚em sprzÄ™gÅ‚o jednoczeÅ›nie opuszczajÄ…c wajchÄ™ rÄ™cznego, co dÅ‚awiÅ‚o silnik. Plusem sytuacji na pewno byÅ‚o to, że czerwona lampka (P) Å‚adnie gasÅ‚a. Jak wspomniaÅ‚em jednak, byÅ‚a w tym nauka. Jak mawiaÅ‚ Juliusz Cezar: "NajwiÄ™kszy wróg czai siÄ™ tam, gdzie siÄ™ go nie spodziewamy". Moim najwiÄ™kszym wrogiem byÅ‚o zbagatelizowanie jednego z elementów egzaminu.
Człowiek, który się postawił
— MiaÅ‚em takiego jednego kursanta, dyrektor [czegoÅ› tam, nie pamiÄ™tam — dop. Krazov]. JeździÅ‚ już dÅ‚ugo, ale za punkty mu odebrali prawo jazdy i musiaÅ‚ iść na kurs. OdbÄ™bniÅ‚ swoje i poszedÅ‚ na egzamin. Niestety nie zdaÅ‚. PrzejechaÅ‚ na ciÄ…gÅ‚ej linii. ZadzwoniÅ‚ do mnie potem z pytaniem, czy może coÅ› z tym zrobić, odwoÅ‚ać siÄ™. OdopowiedziaÅ‚em mu, że może pisać pismo, ale nie liczyÅ‚bym na wiele, bo jak przekroczyÅ‚ liniÄ™, to to siÄ™ nagraÅ‚o. Ale wiadomo, pisać zawsze można. ZwÅ‚aszcza, że jak już siÄ™ zamienili miejscami, to ten egzaminator zaczÄ…Å‚ jechać, jakby sam nie potrafiÅ‚. Za szybko, przejeżdżaÅ‚ przez podwójnÄ… ciÄ…głą i tak dalej. Na co mój kursant, dyrektor, spytaÅ‚: "A jak to jest, że pan sam tak jeździ?", na co egzaminator odparÅ‚: "A to nie pana interes jest". I wtedy dyrektor, mój kursant, wkurzyÅ‚ siÄ™ i kazaÅ‚ siÄ™ zawieść do oÅ›rodka egzaminacyjnego. ZrobiÅ‚ tam aferÄ™, ale powiedzieli mu, że może odwoÅ‚anie napisać. WiÄ™c po konsultacji ze mnÄ… odpisaÅ‚. No i tu zaczyna siÄ™ robić ciekawie, bowiem MORD podlega miastu. Wezwano mojego kursanta, dyrektora, na spotkanie, na którym komisja obejrzaÅ‚a film, na którym wyraźnie widać, że przejechaÅ‚ na ciÄ…gÅ‚ej linii. Już mieli koÅ„czyć, kiedy on zaczÄ…Å‚, że jest ciÄ…g dalszy i że jak to tak może być, że egzaminator jeździ, jak chce i w ogóle. Wyprosili go i obejrzeli film do koÅ„ca już bez niego, po czym usÅ‚yszaÅ‚, że odpowiedź dostanie pocztÄ…. WidziaÅ‚em to. Ani sÅ‚owa o egzaminatorze, ale dostaÅ‚ za darmo jeden termin. PoszedÅ‚ drugi raz i wszystko byÅ‚o cacy. Ani sÅ‚owa o tamtym, żadnego odgrywania siÄ™, nic. Potraktowali go wrÄ™cz trochÄ™ wyjÄ…tkowo. Dlatego zawsze mówiÄ™: odwoÅ‚ujcie siÄ™, jeżeli macie podstawÄ™.
Mnie ta opowieść przypomniaÅ‚a pierwszego egzaminatora, z którym też siÄ™ zamieniÅ‚em miejscami po tym, jak wykonaÅ‚em bardzo nierozsÄ…dny manewr. RuszyÅ‚ i opowiedziaÅ‚ mi o swojej znajomej, która jechaÅ‚a jakimÅ› skuterem-popierdółkÄ… i baba wjechaÅ‚a w niÄ… samochodem podczas zmiany pasa. — Nie włączyÅ‚a kierunkowskazu. UszkodziÅ‚a porzÄ…dnie nogÄ™ mojej znajomej, a sama dostaÅ‚a wyrok w zawieszeniu, bo wiadomo: nieumyÅ›lne spowodowanie wypadku i nie byÅ‚a to recydywa, ale znajoma straciÅ‚a sporo zdrowia. — Potem zaczÄ…Å‚ mi jednak opowiadać, że przepisy przepisami, ale życie wymusza swoje. — Na przykÅ‚ad skrzyżowanie, nie wolno siÄ™ na nim zatrzymywać, ale przy dużym ruchu czasami nie ma wyboru. — Trzeba mu oddać, że raczej nie przeginaÅ‚ bagiety. No i byÅ‚ sympatyczny.
— A mnie kolega opowiadaÅ‚ innÄ… historiÄ™ — odpowiedziaÅ‚em instruktorowi numer 2, nie chcÄ…c psuć gawÄ™dziarskiej atmosfery, jakÄ… udaÅ‚o nam siÄ™ wypracować w ciasnym yarisie dieslu. — Jego kolega po zamianie z egzaminatorem ruszyli i tamten jechaÅ‚ jak pirat. Aż przed czerwonym Å›wiatÅ‚em kolega kolegi (kolega2 pewnie) wdusiÅ‚ hamulec i tak do egzaminatora: "Gdzie!?! ÅšwiatÅ‚o!!". PoÅ›miaÅ‚ siÄ™, ale na nastÄ™pnym egzaminie wylosowaÅ‚ tego samego goÅ›cia. Jak go ujrzaÅ‚ to tylko spytaÅ‚: "Już nie zdaÅ‚em, prawda?", a ten tylko skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…. I faktycznie nie zdaÅ‚.
— No ale chwila — wtrÄ…ciÅ‚ instruktor numer 2. — Nie mógÅ‚ go tak oblać.
— Nie wiem, może nerwy go zaÅ‚atwiÅ‚y.
Człowiek, który mógł ich wszystkich kupić
— Jeszcze innym razem uczyÅ‚em jeździć wÅ‚aÅ›ciciela [jakiejÅ› fabryki], już dziadkiem byÅ‚ i na stare lata postanowiÅ‚ nauczyć siÄ™ jeździć. No ale on to musiaÅ‚ sporo wyjeździć ze mnÄ… [od razu widać, że nie pochodzi z Finlandii — dop. Krazov]. RobiÅ‚ to w ogóle w tajemnicy przed rodzinÄ…. Kiedy osiÄ…gnÄ…Å‚ już biegÅ‚ość w prowadzeniu pojazdu, udaÅ‚ siÄ™ na egzamin i na części praktycznej egzaminator nagle mówi: "Trzeba byÅ‚o nie pić, dziadku, to byÅ› nie straciÅ‚ prawa jazdy". W tym siÄ™ krew zagotowaÅ‚a, ale w przeciwieÅ„stwie do dyrektora [czegoÅ› tam] zachowaÅ‚ kulturÄ™ i poprosiÅ‚ o przerwanie egzaminu. WysiadÅ‚ na mieÅ›cie i poszedÅ‚ do dyrektora MORD-u. Nawet nie bawiÅ‚ siÄ™ w żadne pisma. MiaÅ‚ tyle kasy, że mógÅ‚ ich wszystkich kilka razy kupić. DostaÅ‚ drugi termin i tym razem postanowiÅ‚ zaszaleć. Tym dzianym goÅ›ciom wypożyczajÄ… ekskluzywne samochody z salonu, a nuż kupi. WypożyczyÅ‚ takÄ… furÄ™, wynajÄ…Å‚ goÅ›cia, któremu zaÅ‚atwiÅ‚ jakÄ…Å› liberiÄ™ i tak pojechaÅ‚ na egzamin. Egzaminator byÅ‚ tak pospinany, że po 15 minutach powiedziaÅ‚, że egzamin jest zaliczony.
Człowiek, który zmienił stronę
— A taki jeden mój znajomy, który byÅ‚ instruktorem, w którymÅ› momencie siÄ™ wkurzyÅ‚ i zatrudniÅ‚ jako egzaminator. I teraz opowiada mi tak: "PrzychodzÄ™ do pracy na lajcie i tylko czekam, aż popeÅ‚niÄ… błąd. A popeÅ‚niajÄ… prawie wszyscy. DepczÄ™ wtedy na hamulec i mówiÄ™: do widzenia. A potem idÄ™ do domu, otwieram piwo, siadam na kanapie i mam wszystko gdzieÅ›".
* * *
Kiedy zdaÅ‚em, zadzwoniÅ‚em do instruktora numer 1. PowiedziaÅ‚: — Witaj w klubie. — Instruktor numer 2 powiedziaÅ‚: — To teraz mogÄ™ przestać ukrywać siÄ™ przed twojÄ… matkÄ…, bo już mi gÅ‚upio byÅ‚o, że tyle jeździmy, a zdać nie możesz.