Krazov

Jakim trzeba być sukinsynem, żeby odmówić biednym psiaczkom?


Historia jednego spamu

Witam Was, Drodzy Czytelnicy! Tematem dzisiejszego wpisu będzie SPAM. Omówię to na konkretnym przykładzie, dość perfidnym i drastycznym, moim zdaniem. I jak się okazuje, nie tylko moim. Ale do rzeczy, najpierw rzeczony email:

PRZEŚLIJ GDZIE MOŻESZ, w niezmienionej formie

Pozdrawiam i Szczęść Boże

Ola wygrała z ogniem bój o życie, teraz walczy o swoją przyszłość! 14-sto miesięczna dziewczynka ma spaloną skórę , uszkodzone kości czaszki na skutek wysokiej temperatury, nie ma połowy twarzy. Po pożarze trafiła do krakowskiego szpitala w Prokocimiu i jest pod opieką chirurga specjalisty od oparzeń doc. Jacka Puchały . Czekają ją kolejne operacje i długa rehabilitacja, na którą potrzebne są pieniądze

NIE MAMY NIC — RODZICE SĄ BEZSILNI.

Nie zmieniaj treści tego maila tylko po prostu prześlij go dalej. Ciebie kosztuje to tylko kliknięcie, a rodzice dostają 3 grosze za każdego maila przesłanego w tej formie. Mail zawiera skrypt html, który zlicza ile razy był wysłany a płaci firma zajmująca się badaniami skuteczności mailingu jako formy marketingowej.

Historia wstrząsająca i co gorsze w tym przypadku — prawdziwa. Tak, naprawdę czternastomiesięczna dziewczynka została paskudnie poparzona, o czym niezbicie świadczą zdjęcia dołączone do maila. Właściwie gdyby to była kolejna lipna hucpa samym tekstem stojąca, najprawdopodobniej zignorowałbym sprawę. Nie sądzę, by był sens reagowania na takie wiadomości. Brak reakcji to w przypadku spamu wręcz najlepsza reakcja. Skoro jednak postanowiłem zareagować, to najlepiej by było to zrobić tak, by pożytek z mojej reakcji miał jak najszerszy zasięg. Dawniej w mniej lub bardziej niewybredny sposób informowałem osobę, od której otrzymywałem taką niechcianą wiadomość, że sobie tego nie życzę. Osoba się obrażała i dalej rozsyłała to badziewie, tylko nie mnie. Takie rozwiązanie mnie nie satysfakcjonuje. Tym bardziej, że tym razem zachodzi pewien szczególny przypadek.

Wkleiłem fragment maila w wyszukiwarkę Google i już chwilę później miałem na ekranie wyświetloną stronę z serwisu Atrapa.net, z której dowiedziałem się krótkiej historii (do mnie dotarł najpóźniejszy wariant) tego łańcuszka. Warto zwrócić uwagę na to, że z początku nie było klasycznej bzdury o 3 groszach od każdego przesłanego maila, lecz numer konta bankowego. Jak dowiedziałem się ze strony "Super Expressu", numer konta nie należał do fundacji, która faktycznie zbierała pieniądze na operację małej Oli (polecam porównać na Atrapie i na "SE"). Jakiś oszust umieścił tam numer swojego konta. Z tej samej strony "SE" dowiedzieć się można, że policja zainteresowała się tym, ponieważ nie jest to nic innego jak wyłudzenie.

Podejrzewam, że nikt nie wpłacił pieniędzy na konto, które od tak sobie przyszło mailem. Nie przeszkodziło to jednak w przesłaniu tej wiadomości dalej, w myśl zasady "nie ja, to ktoś inny wpłaci, cel jest szczytny". To złe myślenie. Jak ktoś chce pomóc, to niech wpłaci pieniądze na konto jakieś sprawdzonej organizacji lub zapisze się na wolontariat. Fundacji i potrzeb jest od groma. Chciałbym tutaj również rozwiać największą bzdurę tych wiadomości, czyli "3 grosze od kliknięcia". Nie ma czegoś takiego. Nie ma absolutnie żadnego systemu, który zliczałby ile razy wiadomość została przesłana, zwłaszcza, że krążą one pomiędzy serwerami różnych firm oferujących konta emailowe. Nie istnieje coś takiego jak "skrypt HTML". HTML służy tylko i wyłącznie do opisu struktury dokumentu (co jest nagłówkiem, zwykłym tekstem, pogrubieniem itd.). Pewnie jakiś matoł pomylił się ze skryptem JavaScript, który potrafi robić różne drobne sztuczki na stronach. Nieświadomym tego odbiorcom — ponieważ sieć przestała być domeną tylko ludzi w klimatach — nie robi to oczywiście różnicy. Pojazd po rajtuzach danego delikwenta rozsyłającego tzw. śmieciowe wiadomości z góry na dół miał sens kiedyś, teraz lepiej zwrócić uwagę, że dajecie się Szanowni Państwo po prostu nabierać, a w przypadkach takich jak Ola — wręcz oszukać. Jedną z prostszych sztuczek manipulatorskich jest wzbudzenie poczucia winy. Jakim skurwysynem trzeba być, żeby nie pomóc małej Oli? No, jakim? Przecież wysłać maila to niewiele roboty, a zawsze to 3 grosze. Gorzej z tymi łańcuszkami w stylu "jak tego nie wyślesz, spotka cię nieszczęście". Ja w to nie wierzę, ale po co ryzykować, pan Ryszard z Krynicy nie wysłał maila do 10 osób i serce mu eksplodowało w biały dzień, kiedzy przechodził przez ulicę na zielonym świetle. To ostatnie niczym nie różni się od wiary w różne gusła, czarne koty i resztę inwentarza. Tutaj nie ma żadnego usprawiedliwienia dla spamiarzy.

SPAM wykracza oczywiście poza maile, atakując również komunikatory internetowe, portale społecznościowe czy gry MMORPG (ostatnio na "Second Life" doświadczam tego ze strony jednej grupy, do której należę). Jestem w stanie zrozumieć mechanizmy stojące za masowym rozsyłaniem reklam — choć wątpię w wielką skuteczność, ponieważ w dobie zaawansowanych filtrów i zmęczenia takimi formami reklamy nikt nie czyta tych wiadomości — tak nie bardzo wiem czemu ma służyć wymyślanie takich łańcuszków. Wiem za to, jaki skutek ma spam w jakiejkolwiek formie — obciąża serwery co najmniej zbędnymi informacjami. Internet Wam muli? W pewnym sensie dorzucaci się do tego ogródka. W moim mailu o czternastomiesięcznej Oli były ślady wielokrotnego przekazywania wiadomości dalej. Ludzie, nic nie zmieniając, klikają "przekaż dalej", zwiększając rozmiar wiadomości, która puchnie jak kulka śnieżna, staczająca się ze zbocza w jakieś styczniowe przedpołudnie. Zastanawiacie się czasem, skąd spamerzy mają Wasz adres email, pomimo iż nigdy nie podawaliście go publicznie? Może właśnie stąd. Ktoś wyświadczył Wam niedźwiedzią przysługę nie usuwając maila z treści. W wiadomości, która sponsoruje tę notkę, było lekką ręką 100 różnych adresatów. Podpisanych imionami i nazwiskami. Adresy prywatne i firmowe. Zawsze kiedy coś forwarduję usuwam długi spis osób, które oprócz mnie dostały wiadomość. I Wam, Drodzy Czytelnicy, również coś takiego sugeruję. Ręka rękę myje, wszyscy na tym zyskamy.

Bawią mnie też te całkiem naiwne łańcuszki z komunikatora jak na przykład: "wyślij tę wiadomość do 20 osób, to na ekranie twojego monitora pojawi się animacja; nie wiem jak to jest zrobione, ale to działa!". Tak, działa. Dziwnym trafem nikogo to jednak jeszcze nie spotkało. A ludzie potrafią to wysyłać wielokrotnie. Pytani po kiego grzyba to robią, skoro im nie działa, odpowiadają często, że może coś się właśnie zepsuło. Pewna osoba przyłapana za rękę, odpisała mi, że śle to dla jaj. Jasne. Chociaż rozumiem, że trudno przyznać przed sobą, że daliśmy się nabrać na coś tak naiwnego. Złapany a rękę, upieraj się, że to nie twoja. Ja wysłałem tylko raz taki łańcuszek za pomocą Gadu-Gadu. Bardziej ciekaw i z chęci sprawdzenia, czy faktycznie jakaś animacja mi się pojawi. Właściwie nie było zaskoczeniem, iż tak się nie stało. Ale to było z dziesięć lat temu. Dzisiaj, szperając w sprawie maila o Oli, znalazłem na Atrapie nową atrakcję — spam w postaci obrazków, które trzeba wrzucić do siebie na profil na Naszej Klasie, a pieniądze w cudowny sposób zostaną przetransferowane na rzecz schroniska dla zwierząt (na zdjęciu są dwa psy, prymitywny kolaż wykonany w MS Paincie). Nikt nie pisze na jakie schronisko i nikt nie potrafi wyjaśnić jak to działa, ale jakim trzeba być sukinsynem, żeby odmówić biednym psiaczkom? Ludzie, proszę.

Jeżeli użytkownicy Internetu sami nie powiedzą: stop, to nie pomogą nam najwymyślniejsze filtry zakładane na skrzynki pocztowe. I proszę przekazać to dalej. Wierzę, że tylko drogą edukacji możemy zmienić stan rzeczy, który obecnie nie jest zachęcający, o czym świadczą kolejne wariacje tych samych łańcuszków (kojarzę nawet jeden z lat 80.). I polecam jeszcze raz stronę Atrapa.net celem sprawdzania tego, co nam przychodzi na skrzynkę. Nie traktujmy tego bezkrytycznie, ponieważ pod płaszczykiem pomocy dzieciom, psom i komu tam jeszcze jesteśmy czasami okrutnie wykorzystywani.