Filmy klasy B
9 lutego 2008 roku napisałem na forum Krainy NIN temat o filmach klasy B, które ogólnie darzę wielką sympatią i czasem lubię upolować jakiegoś hiciora z wydawać by się mogło dolnej półki. Oczywiście, trafia się wiele gniotów, ale patrząc na poziom ostatnich hollywoodzkich produkcji, to nie jest źle. Zestawienie owo miało pomóc ludziom w wyborze czegoś ciekawszego, lecz wbrew moim oczekiwaniom nie było wielkiej reakcji. Trzy osoby odpowiedziały, po czym temat został zapomniany. Ale nie przeze mnie. Krazov pamięta. Na fali wrzucania starych tekstów na bloga postanowiłem odświeżyć również ten. Być może nawet będę rozwijał ten wątek. Pewnie nie, ale zobaczymy.
Na początek mój ulubiony film z tego przedziału filmowego:
- "Parada oszustów" (ang. "The White River Kid"). Nawet niezła obsada. Na plus: rzadko stosowana sceneria (zadrzewienie jak nasze), samozwańczy prawnik-Latynos, tytułowy Kid, zakonnik-oszust, niewidoma herbaciarka, niedojebany brat, sfiksowana fanka Elvisa plus kilka motywów, jak np. dwaj bracia przygłupy, z którymi główni bohaterowie się rozprawiają przy pomocy pewnych zwierzaków. Zakończenie mi się nie podoba. Trochę country-bluesowej muzyki itp. klimatów. Grają czasem na TV4.
I dalej alfabetycznie:
- "Apokalipsa" (ang. "Omega Doom"). Na dzień dobry produkcja Alberta Pyuna, mojego osobistego króla filmów klasy B. Nie bardzo pamiętam ten film, poluję na niego obecnie. Z jednej strony wspominam oglądanie tego filmu (niedzielne południe na Polsacie) jako największą katuszę, bo to chyba nudziarstwo było, ale pozostało mi wspomnienie ciekawego klimatu. Szkielet filmu wydaje się mocno inspirowany "Strażą przyboczną" Kurosawy (inne filmy na podst. tego scenariusza: "Za garść dolarów" Sergio Leone i "Ostatni sprawiedliwy" z Brucem Willisem, towarzystwo niezłe, ale pewnie nikt się na to nie chciał zgodzić). Rutger Hauer na lajcie, ale podobno lubi tak grać, że bierze, co dają. Marcello Mastroiani tak miał podobno. Na szczęście obaj grywają też w dobrych filmach pośród innych.
- "Chłód serca" (ang. "Cold Around the Heart"). Historia pewnej pary, która bardzo chce się zabić. Bezdroża, bezdroża, bezdroża.. i "Happy Together" The Turtles. Dawno temu widziałem, taki film drogi i zemsty. Bezskutecznie poluję od dłuższego czasu. Znowu TV4.
- "Autostrada 61" (ang. "Highway 61"). Widziałem to na jakimś takim kablówkowym kanale, który grał same takie pozycje. Historia młodego fryzjera (młodziutki Don McKellar), który razem z rudowłosą typiarą spod ciemnej gwiazdy (w tej roli Valerie Buhagiar) wiozą trupa do Nowego Orleanu. Po piętach depcze im kolo, który ubzdurał sobie, że jest szatanem. Więcej nie pamiętam, pamiętam, że film rządził.
- "Monolit" (ang. "Monolith"). Tym razem wakacje w Rabce w 2002, ale to bez znaczenia. Historia jakiejś obcej formy życia, dwójki policjantów, którzy w ogóle się ku sobie nie mają, a którym śledztwo sabotuje tajemniczy Wydział Historyczny. Film jest jak plama w pamięci, ale chętnie bym sobie odświeżył.
- "Mroczny anioł" (ang. "Dark Angel"). Numer dwa w tym zestawieniu. Historia białowłosego skurczybyka, który zabija ludzi namagnesowanymi CD-ROM-ami i mówi: "Przybywam w pokoju". Afera jest grubsza, bo potem pojawia się drugi i go ściga razem z ziemskimi policjantami. Film przepotęga, znany jeszcze z PTK-1 (kanał PTK wchłoniętego później przez UPC), potem chyba Polsat zapodawał.
- "Nocne kłopoty" (ang. "Sunset Heat"). Docieramy do pierwszego filmu z Michaelem Parém w zestawieniu. Historia byłego handlarza narkotyków, który odwiedza starego znajomego i.. wszystko się kiełbasi. Przyjaciela zabijają, dziewczynę porywają, stary kumpel nie popuszcza, wszystko na raz. Motyw numer jeden: bohater zmuszony do szukania pieniędzy, o których nie miał pojęcia, gdzie są, kupił karabin, żeby zrobić ropierduchę i zabić złego. Nawet nie pozorował żadnego śledztwa. Pomagał mu brat porwanej, który strzelał w liceum na kółku strzelniczym, ale to wystarczyło, żeby zdjąć całą bandę uzbrojonych kolesi. I motyw dziurą w plaży przykrytą ręcznikiem niezły, chociaż nie wiem, kiedy miał czas wykopać dziurę.
- "Nirvana". Cyberpunk. Główny bohater gry komputerowej prosi swojego stwórcę o skasowanie go, bo nie chce tak egzystować. Jimi Dini rusza wraz z iście Gibsonowymi kompanami, żeby tego dokonać. Całkiem przyjemny obrazek, pomimo niskiego budżetu i zastraszająco dużej obsady Włochów w obsadzie nawet udany. W sumie to nie wiem, czy jeszcze klasy B jest, ale nigdzie wyżej mi jednak nie pasuje.
- "Wybrany" (ang. "Crying Freeman"). Mam podobne obiekcje, jak powyżej, no ale. Mark Dacascos jako płaczący cyngiel, który z jedną miną załatwia wszystkich przez cały film. I o to głównie chodzi — o postrzelanie i nakopanie, które jest na całkiem niezłym poziomie. Adaptacja mangi w reżyserii Christophe'a Gansa. Na uwagę zasługuje kapitalna muzyka.
- "Teksańska masakra piłą mechaniczną 4: Następne pokolenie" (ang. "Texas Chainsaw Massacre 4: Next Generation"). Tutaj mamy nad wyraz duże stężenie głupoty, które po prostu bawi. Schemat goni schemat, a głupią blondi (Rene Zellweger) psychopata (Matthew McConaughey) z mechaniczną nogą na pilota. Oglądaliśmy to ze znajomymi na kacu i film się sprawdził, nie wiem, jak w innych stanach świadomości.
- "Piszcz, jeżeli wiesz, co zrobiłem w ubiegły piątek trzynastego" (ang. "Shriek If You Know What I've Done Last Friday 13th"). Film, który odpadł w wyścigu ze "Strasznym filmem", a szkoda, bo jest po pierwsze bardziej absurdalny (np. zabójca ma swoje prawo jazdy na THE KILLER, swoją autorską papeterię itd.), a po drugie film nie parodiuje scena po scenie, tylko tak bardziej pewne schematy. Najbardziej mnie rozwalił motyw z samochodem-zabójcą. Więcej nie powiem.
- "Księżyc 44" (ang. "Moon 44"). Stary film Rolanda Emmericha. Historia tajnego agenta wysłanego jako więźnia na odległą kolonię kosmiczną, żeby zbadał, co tam się dzieje nie teges. W roli głównej znowu Michael Paré. Trochę przypomina z wyglądu głównego bohatera gry "Painkiller". Totalny spokój i papieros w ustach. Jest kilka prób upsychologizowania filmu, ale spuśćmy na to zasłonę milczenia, nie bądźmy świnie. Scenografia biura na Ziemi czy gdzie tam wygląda jakby cichcem wyniesiona z "Łowcy androidów". Niedawno widziałem, że grali na... tak jest, na TV4.
- "Stracone pokolenie" (ang. "Doom Generation"). W "Gamblerze" jeszcze pisali, że to coś z grą ma wspólnego. A przynajmniej tak to zapamiętałem. Nic wspólnego, trochę krwi i trupów to wszystko, co może łączyć te produkcje filmowe. Opowieść drogi o dwóch nastolatkach, którzy poznają miłego zjeba i w trójkę podbijają kolejne motele i pozycje seksualne. Trup ściele się gęsto, a zakończenie jest nawet zaskakujące. Zabójcą okazuje się ogrodnik.
Poniżej będę dopisywał tytuły, które wygrzebałem lub przypomniały mi się później:
- "Człowiek ciemności" (ang. "Darkman"). Zanim Sam Raimi zrobił trylogię o Spider-manie, popełnił film o naukowcu pracującym nad sztuczną skórą, który ulega poparzeniu prawie całej powierzchni ciała. Ponadto zyskał nadludzką siłę (nie powiem jak, w ten sposób ujawnia się swoista tandetność pomysłu). Z pomocą sztucznej skóry, z której robi sobie maski kolejnych opryszków, zaczyna swoją krwawą wendettę. Film obecnie nie powala efektami, za to ma dość ciekawy rys psychologiczny głównego (anty)bohatera. W pierwszej części w główną rolę wcielił się Liam Neeson. Powstały jeszcze dwie części, lecz nie sięgają pierwszej do pięt, na co jakiś wpływ miała zapewne zmiana reżysera i głównego aktora.
- "Dom obłąkanych" (ang. "Dark Asylum"). W roli głównej Larry Drake, znany z roli ciemnego charakteru w "Darkmanie". Do szpitala psychiatrycznego policja przywozi groźnego psychopatę, który ucieka i zaczyna się niezła rzeźnia. Film, z tego co pamiętam, wymęczyłem, ale obecnie wrażenie przyjemne. Larry Drake robi niesamowite wrażenie, kiedy na początku jest pokazany w kaftanie bezpieczeństwa i bliznami na głowie.
- "Więzienie" (ang. "Prison"). Kilkanaście lat przed rolą w
"Władcy pierdzieli""Władcy pierścieni" Viggo Mortensen miał przyjemność zagrać w filmie o nawiedzonym więzieniu, w którym duch dawnego skazańca chce zemścić się na naczelniku. Najbardziej niesamowita scena to kiedy pod koniec filmu z ziemi wyskakuje nagle krzesło elektryczne z owym skazańcem. Gdyby nie fakt, że było późno kiedy to oglądałem i byłem cokolwiek zmęczony, zapewne ryknąłbym naprawdę gromkim śmiechem. - Millennium. Inspektor lotniczy (w tej roli Kris Krisstoferson) przybywa na miejsce tragedii. Niby nie ma nic niezwykłego w katastrofie samolotu, gdyby nie to, że... zegarki, które nie zniszczyły się w trakcie chodzą wstecz. Śledztwo odkrywa dziwną aferę. Więcej nie powiem, ale film dość zgrabnie zrealizowany.
- "Ostra broń" (ang. "Mean Guns"). Przed państwem Albert Pyun, mistrz kina klasy B w jednym z ciekawszych wydań. O ile "Omega Doom" było nudnawe, delikatnie mówiąc, tak tutaj akcja jest wartka, a dialogi naprawdę niezłe. Oto jeden z przywódców podziemia organizuje zawody na terenie nowopowstałego więzienia. Na dzień przed otwarciem. Oto wszyscy, którzy zdradzili w jakiś sposób organizację muszą walczyć o swoje życie. Tagline mówił: "1000 pistoletów, 100 morderców, 10 milionów". Trójka zwycięzców będzie musiała się podzielić kwotą. W filmie udało się zgromadzić galerię przeciekawych postaci. W jednej z głównych ról Christopher Lambert jako niezły świr, reszta obsady choć nie tak znana, też daje rady. Co ciekawe, w filmie nie ma praktycznie w ogóle krwi i ani razu nie jest pokazane, że ktoś obrywa. A jednak trup ściele się gęsto. Bardzo lubię ten film.
Lista być może będzie rozwijana poniżej.
- "The Machine Girl" (jap. "Kataude mashin gâru"). Historia dziewczyny, która mści śmierć brata. Pomagają jej rodzice kolegi brata, który również zginął z ręki syna gangstera związanego z yakuzą. Ami nie jest bezbronna — w miejsce uciętej lewej ręki ma zamontowany minigun (zwyczajowo spotykany w helikopterach) lub piłę łańcuchową (być może to ukłon w stronę "Martwego zła 2"). Przez cały film krew leje się strumieniami, a Japończycy drą się na siebie wzorcowo. Makabra osiąga taki poziom, że widzowi nie pozostaje nic innego jak śmiać się do rozpuku. Najbardziej przekręconym pomysłem jest stanik z miseczkami-świdrami, ofiarę wystarczy przytulić.
- Beowulf — pogromca ciemności. Jedna z licznych adaptacji filmowych najstarszego znanego eposu. Akcja została sprytnie przesunięta w bliżej nieokreśloną, postapokaliptyczną przyszłość, dzięki czemu można było oszczędzić na scenografii. W roli głównej Christopher Lambert, który odtwarza tu swojego "Nieśmiertelnego" — lata z mieczem i walczy z siłami zła. Dla 14-latków dodatkowa atrakcja: wydekoltowane aktorki, na których z braku laku można zawiesić wzrok.