Krazov

W końcu odkrywa, że zła nie da się ani oswoić, ani kontrolować


Cień wampira

Kiedy pierwszy raz oglądałem "Cień wampira", inaczej go zapamiętałem. Przede wszystkim jako filmową fantazję na temat tego, że Max Shrek, grający tytułową rolę w "Nosferatu" z 1922 roku, faktycznie był wampirem, który na dodatek zaczął zabijać ekipę filmową w trakcie kręcenia filmu. Brzmi przednie, ale jako pewna zabawa z materiałem filmowym, nic więcej. Tymczasem drugie obejrzenie, po latach, pozwoliło mi spojrzeć na film z jeszcze innej strony.

Prawdziwy wampir

Drugie dno czyni film czymś więcej niż tylko płytką postmodernistyczną zabawą. Kluczowa dla pogłębionej interpretacji jest wypowiedź wampira do reżystera, Friedricha Murnaua, że w gruncie rzeczy są tacy sami. Nosferatu wysysa krew z ludzi, a Murnau dla dobra filmu jest gotów poświęcić wszystko, nawet życie innych ludzi. Z początku myśli, że uda mu się utrzymać kontrolę nad wampirem, stara się egzekwować zawartą z nim umowę, ale natrafia na przebiegłego przeciwnika. W końcu odkrywa, że zła nie da się ani oswoić, ani kontrolować. (Małe wyjaśnienie: Nosferatu nie jest złem ucieleśnionym, raczej taka rola przypada mu w opowiadanej historii).

A już niesamowita jest finałowa scena, w której Nosferatu wpada w szał zabijania i wykańcza wszystkich poza Murnauem. Murnau nie podejmuje ani jednej próby ratowania swojej ekipy. Pomimo iż wcześniej deklarował chęć oszukania wampira, w momencie próby zastępuje zabitego operatora kamery, żeby skończyć film. Kiedy otwarta zostaje brama, która wpuszcza światło i Nosferatu ginie, Murnau krzyczy do przybyłych ludzi, żeby ktoś strzelił klapsem, by mógł skończyć ujęcie. Okazuje się, że zbyt oddany jakiejś idei człowiek może być gorszy od wampira.

Prawda o wampirze

Jak na postmodernistyczne podejście — już nie tylko zabawę — film dokonuje również ciekawej dekonstrukcji wampira. Chodzi mi o scenę, która najbardziej zapadła mi w pamięć podczas pierwszego oglądania filmu: rozmowa wampira z producentem oraz scenarzystą, którzy myślą, że ten pierwszy jest zaledwie aktorem grającym za pomocą tzw. metody Stanisławskiego (głębokie wejście w rolę). Obydwaj panowie robią sobie trochę jaja i wypytują o "Draculę" Brama Stokera, jej autentyczność. Nosferatu opowiada im, że odebrał książkę jako opowieść o wielkiej samotności. W pewnym momencie mówi:

Dracula hasn't had servants in 400 years and then a man comes to his ancestral home, and he must convince him that he... that he is like the man. He has to feed him, when he himself hasn't eaten food in centuries. Can he even remember how to buy bread? How to select cheese and wine? And then he remembers the rest of it. How to prepare a meal, how to make a bed. He remembers his first glory, his armies, his retainers, and what he is reduced to. The loneliest part of the book comes... when the man accidentally sees Dracula setting his table.

Wszyscy wiemy, że wampiry nie istnieją, z grubsza wiadomo jakie przesłanki stały za poszczególnymi mitami nt. tych mitycznych stworzeń. Z tego powodu w przypadku większych lub mniejszych bzdur przymyka się oko, ale też przestaje zwracać uwagę na kwestie życia codziennego. Nosferatu podnosi je w ww. rozmowie. Jest świetnym obrazkiem do tezy, że nieśmiertelność nie jest wcale fajna. Oto mamy starca, który nie może umrzeć, choć już prawie nic nie pamięta ze swojego życia — ani skąd się wziął, ani czy potrafił tworzyć więcej wampirów. Po (domniemanym) życiu pełnym sukcesów został zredukowany do zmęczonego zwierzęcia. Nadal przebiegłego, ale prawie całkowicie wyzutego z pragnień. Nieśmiertelność jest dla Nosferatu przekleństwem. Nie jest demonicznym potworem, lecz strasznie zmęczonym osobnikiem.

Uwagi końcowe

Szkoda, że film przeszedł bez większego echa, ponieważ porusza parę ciekawych kwestii (poza wyżej wymienionymi, pokazuje również jak dawniej wyglądał proces tworzenia filmu, z gadającym non-stop reżyserem; trochę szkoda, że jak oglądałem "Nosferatu: Symfonię grozy", to nie słyszałem tego wszystkiego). Zwłaszcza, że obsada i realizacja na naprawdę wysokim poziomie. A tak mamy film dla koneserów.