Bezduszny replikant
Jak być może niektórzy pamiÄ™tajÄ…, w 2004 roku publikowaÅ‚em krótkie paski komiksowe, których głównym — tytuÅ‚owym — bohaterem byÅ‚ bezduszny replikant imieniem K., który miaÅ‚ — paradoksalnie, pomimo swej bezdusznoÅ›ci — mnóstwo problemów z dziewczÄ™tami.
W jego przygodach towarzyszyło mu kilka postaci. Najczęściej był to jego przyjaciel Tuptysław Lecter (wzorowany na moim żółwiu, który w pewnym momencie zaczął gryźć po palcach, czym dorobił się wśród domowników ksywki "Lecter"), będący trochę jego przeciwieństwem. Bardzo się przejmował tym, co wyprawia K., i łatwo się trapił. Trochę rzadziej pojawiała się Frieda Bowman, postać drugoplanowa z wielu moich opowiadań (jest chyba najczęściej powtarzającą się postacią).
Jednorazowo pojawiło się kilka postaci, w tym dwóch spośród Pięciu Wspaniałych, o których przez kilka lat pisałem opowiadania. Może to też kiedyś gdzieś wrzucę.
Cała trójka miała być w założeniu nihilistami, choć po latach chyba nie widzę tego w ten sposób.
Pierwotnie wszystkie odcinki miały swoje tytuły, ale te przepadły. Blog z komiksami został usunięty (Blog.pl miał wtedy taką politykę, że po 8 tygodniach bez dodanej notki blog był usuwany, choć nie wszyscy lecieli; do dziś nie wiem, jak funkcjonował ten system, bo nie z automatu) i zostały mi same obrazki. Tam, gdzie potrafiłem przypomnieć sobie tytuł, jest on podany. Postanowiłem nie wymyślać nowych.
Paski były wrzucane od lutego 2004 do stycznia 2005. Z początku co wtorek, potem straciłem motywację i zaczęły pojawiać się nieregularnie, aż pewnego dnia odkryłem, że już nie ma strony z moimi komiksami.
Jeśli chodzi o stosowaną technikę, to najpierw rysowałem ołówkiem szkic na kartce z bristolu, następnie poprawiałem cienkopisem (Pilota), wymazywałem gumką ołówek, potem skanowałem i programem IrfanView dokonywałem reszty obróbki, ewentualnie dodawałem kolor za pomocą... MS Painta. Tak powstał lekki GIF, który lądował na blogu.
Zapraszam do komiksów.
1.

Inspiracją była oczywiście piosenka "Lepszy model" Kasi Klich. Znałem głównie refren, a piosenką mnie nie katowano w żadnym radiu, a jednak pomyślałem, że android wymieniony na lepszy model mógłby poczuć się nią zirytowany.
Wbrew temu, co myśleli niektórzy, K. zastrzelił dziewczynę, nie radio. Okrutne, wiem.
2.

Wyjaśnienie do poprzedniego odcinka, jak widzę. Na uwagę zasługuje pojawienie się Lectera.
3.

Tym razem piosenka Eweliny Flinty, która mnie dla odmiany strasznie wkurzała. Tym razem, jednakże, zniszczone zostaje radio...
4.

...czego można było dowiedzieć się z tego odcinka. Potem zrezygnowałem z takich duetów. Każdy pasek miał być samodzielny od tej pory.
5. teleKineza

Pierwszy pasek — i jeden z nielicznych — w którym dowcip nie wynika tylko z dialogu, lecz jest też trochÄ™ rysunkowy.
6. Grażyna Wolszczak

Tytuł w tym przypadku ściśle koresponduje z treścią, uzupełniając się. Grażynę Wolszczak kojarzyłem wtedy z serialu "Wiedźmin", gdzie zagrała Yennefer. Jak widać po komiksie, Grażyna Wolszczak zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Do dziś sceny z nią w "Na Wspólnej" należą do moich ulubionych.
Lecter oczywiście się zbulwersował.
7. Pitigrilli w pozycji monumentalnej

Ten pasek jest parafrazą zdania z "Pogodnego pesymisty" Pitigriliego. Nie pamiętam teraz, ale w oryginale brzmiało trochę inaczej. Tutaj dodatkowo rozbite na dialog.
8.

Komiks powstał na fali odkrycia, że piosenek typu "Lepszy model" czy "Żałuję, że cię znałam" jest więcej, tylko dla niepoznaki są nagrywane w językach obcych. Dzięki uprzejmości Antraksa, kolegi ze studium informatycznego, który m.in. nauczył mnie podstaw języka rosyjskiego (właściwie to bukw tylko), poznałem treść piosenki "To Es Foutu" In-Grid. Piosenka okazała się kolejną historią porzuconej dziewczyny. Na nieszczęście K. i zgubę Lectera.
Na uwagę zasługują również oczy K. W pierwszym komiksie miał brwi, które nadawały mu wzburzony wygląd. Potem z tego zrezygnowałem, żeby wpuścić trochę światła do postaci, ale czytelnicy domagali się tych "złych" oczu. Ponieważ nie kosztowało mnie to wiele, zadośćuczyniłem prośbie moich fanów, którzy żarliwie komentowali kolejne odcinki.
9.

Oto komiks, który byÅ‚ chyba najbardziej niezrozumiaÅ‚y dla odbiorców. WiÄ™kszość — jeżeli już miaÅ‚a teoriÄ™ — myÅ›laÅ‚a, że K. dostaÅ‚ od jakiejÅ› dziewoi w pysk i ma rozciÄ™tÄ… wargÄ™. Nic bardziej mylnego.
Inspiracją do powstania komiksu był artykuł nt. warszawskich burdeli i nowych wtedy zwyczajów klienteli owych przybytków. Jednym z nich było żądanie prostytutek z okresem, którym klient serwował... minetę. Akurat coś takiego go kręciło. To było jednak zbyt podkręcone odniesienie.
Plus: po raz pierwszy pojawia siÄ™ kolor.
10.

Panie i panowie — Frieda! Pojawia siÄ™ i z miejsca pokazuje, kto tu rzÄ…dzi.
11.

Historia prawdziwa, opowiedziana mi przez Paolę, która później miała bardziej aktywny udział w tworzeniu "Bezdusznego replikanta".
12.

Nabijanie się z piosenek zranionych kobiet było trochę niesprawiedliwe. Nie dlatego, że dokonałem złośliwej ich interpretacji, lecz dlatego, że mężczyźni też pisali takie kawałki. Uznałem, że ten pasek wyrównuje rachunki.
13.

Drugi odcinek, w którym częścią opowiadanego dowcipu jest forma graficzna. Nie wiem, jak ludzie radzili sobie na monitorze. Chyba musieli wykręcać głowy...
14.

Pamiętam, że dominującymi komentarzami były wypowiedzi, że czytany przez K. tekst nie jest wcale mocny. No cóż, dla mnie też nie był. Wnoszę więc, że nie miał być mocny (teksty w encyklopediach rzadko są mocne). Pasek pokazywał raczej nadwrażliwość Lectera, co powinno rodzić pytanie: co on, do cholery, robi z tym popapranym replikantem?
Był to też jedyny raz, kiedy narysowałem kogoś wymiotującego.
15.

Gościnny występ Fuckheada, ostatniego z mieszkańców Fuckheadii (bo wszystkich zabił), który chciał być muzykiem folkowym. Jeden z członków Pięciu Wspaniałych. Kariera muzyka stała się możliwa dzięki kontraktowi zawartemu z Mefistofelesem. Jak widać jednak, nie szło mu to trochę.
16.

Inspiracją był artykuł pt. "Co mówisz po seksie?", znaleziony w jakimś czasopiśmie kobiecym, które jeszcze wtedy zdarzało mi się przeglądać. Wypowiedź z dymka na trzecim kadrze pochodzi z tego artykułu, choć w oryginale raczej nie było krawaciarza i żółwia.
Podczas rozmowy ze znajomą nt. tego paska nauczyłem się, jak różny może być odbiór twórczości oraz jak różne rzeczy (od założonych) mogą bawić. Usłyszałem bowiem: "Najbardziej rozbawiło mnie, że laska spała z robotem i żółwiem, a na koniec wywala z łóżka tylko żółwia".
17.

Drugi raz kolor. Niestety, trochÄ™ to popsuÅ‚o. UcieszyÅ‚em siÄ™, że mi wyszÅ‚y fajne paski i zostawiÅ‚em, co w efekcie stworzyÅ‚o — może i trafnÄ…, ale zupeÅ‚nie nieplanowanÄ… — satyrÄ™ na SamoobronÄ™. Tymczasem bardziej nabijaÅ‚em siÄ™ z biblijnego tekstu. Nie sÄ…dzÄ™, żeby zadziaÅ‚aÅ‚ w dzisiejszych czasach. Przez takich krzykaczy, w jakich wciela siÄ™ w tym odcinku K., odniesienie nie ma mocy.
18.

Jedyna kooperacja ze scenarzystą, jaka mi się przytafiła. Paola (znana także jako Omega) przysłała mi sama z siebie pomysł na komiks. Nie rozumiałem go wtedy i teraz też nie bardzo, ale odetchnąłem z ulgą, kiedy kolega w szkole przeczytał go i zaczął się śmiać.
Well done, Paola.
19.

Po raz pierwszy pełny kolor. Tekst wygłoszony przez Friedę zaczerpnąłem z tematu na forum Kafeteria pt. "Najgorsza rzecz, jaką zrobił wam wasz facet". Kilkadziesiąt stron tego typu rewelacji, wypisywanych przez kolejne kobiety. Trochę przerażające z początku, ale w pewnym momencie w swej skali już śmieszne. Niestety.
20.

Komentarz Mojego SÄ…siada pod komiksem: "Lepiej w narzutÄ™, ponieważ zasÅ‚ona może być za krótka lub — z perspektywy zasÅ‚ony — to penis może być za krótki".
21.

Historia prawdziwa po raz drugi. Tym razem jednak przydarzyła się mnie. Czyli jak poznałem Sour.
22.

Komiks, który najbardziej stracił kontekst, jak dotąd. W radiu leci reklama ING czytana przez Marka Kondrata, który w serialu "Ekstradycja" grał komisarza Halskiego.
Zmiana ubrania K. ma związek z wakacjami. Kapelutek rodem z "Las Vegas Parano" i koszula była letnim ubiorem bezdusznego replikanta.
23.

Kolejna reklama grana w 2004 roku, tym razem telewizyjna. Reklama serków Holland, w której chłopiec nie chce jeść i jego starsza koleżanka wymyśla pociąg kanapek.
Wbrew temu, co teraz sobie myślę o tym pomyśle na komiks, pasek został przyjęty ciepło i z pełnym zrozumieniem. Pierwszy komentarz brzmiał: "Bo i ta reklama brzmi, jakby wymyślał ją Andrzej S.".
Wyszło cokolwiek pedofilsko, choć jednocześnie może być to potraktowane jako lekcja dla twórców reklam, którzy powinni czasami lepiej przemyśleć hasła, jakie umieszczają w reklamach.
24.

Być może czułem, że należy jakoś naprostować poprzednią historię, ponieważ Wielki Ptak (szef Pięciu Wspaniałych, znany pogromca pedofilów) przybywa rozliczyć się z K.
K. przeżył.
25.

Onomatopeja "iii-ooo-iii-ooo" (sygnał karetki) według komentatorów wyglądała raczej jak "111-000-111-000". Gwiazdka oznacza urwany dźwięk, jaki daje się czasem słyszeć przy wyłączaniu sygnału (gra tylko kawałek dźwięku). Na domiar złego, świadomość tego, czym jest efekt Dopplera, nie była duża u czytelników.
Pasek był więc w efekcie średnio udany.
26.

Tutaj odniosłem się do powiedzenia znanego z amerykańskich filmów.
27.

Nie pamiętam, skąd przyszedł mi pomysł na ten odcinek. Może z jakiejś reklamy radiowej.
28.

Jeden kadr jest spowodowany tym, że nie miałem dość czasu i spiesząc się, postanowiłem zredukować historię. Wyszło niezgorzej.
Dla — cudem, chyba — nieznajÄ…cych tego, co leci w radiu: "Satisfaction" Benny'ego Benassiego, kultowy i legendarny utwór. PamiÄ™tam, kiedy byÅ‚ nowoÅ›ciÄ…, co czyni mnie obecnie dinozaurem.
29.

Najbardziej graficzny żart, jaki narysowałem. Chyba mój ulubiony odcinek.
30.

Jeżeli dobrze pamiętam, był to pierwszy odcinek, który wypadł z rytmu cowtorkowego. K. dostał nowe ubranie, a Lecter redesign.
Po prawdzie, był to pierwszy strój, w jakim narysowałem K., jeszcze w liceum, na końcu jedngo z zeszytów. Krawat pojawił się później.
Wspomniany Baator zaczerpnąłem z gry "Plancescape: Torment". Obecnie wydaje mi się to zbyt trudnym odniesieniem, ale pokazuje to, że już od dawna miewam tendencję do nieprzejmowania się takimi rzeczami. Najlepszy czytelnik to omnibus.
31.

Dialog pochodzi z forum.o2.pl (najwiÄ™kszego ówczesnego znanego mi skupiska gÅ‚upoty ludzkiej w Internecie), na którym w 2003–2004 roku siedziaÅ‚em caÅ‚kiem sporo.
Po latach strasznie podoba mi się kreska w tym odcinku. Jest ona efektem zastosowania innego cienkopisu. Jeśli dobrze pamiętam, był to pisak ze ściętą końcówką (ewentualnie pisak do pisania po płytach CD).
32.

Historia w tym odcinku nawiązuje do tego, że większość znajomych traktowała K. jako mnie lub co najmniej moje porte-parole. Faktem jest, że użyczałem K. fragmentów mojej biografii, ale nigdy nie traktowałem go jako swoistego wentylu bezpieczeństwa, za pomocą którego mogę powiedzieć coś, czego jako ja nie mogę. Chodziło o dobrą zabawę (również w odniesienia).
DÅ‚ugo odpowiadaÅ‚em na to wprost, ale odpowiedź ta nie padaÅ‚a nigdy na podatny grunt. Jest to zjawisko, z którym czÄ™sto spotykam siÄ™ jako twórca — utożsamianie mojej twórczoÅ›ci z mojÄ… osobÄ… znacznie bardziej niż to faktycznie jest; pewnie sam sobie jestem winien, ponieważ zbyt sprawnie splatam fikcjÄ™ z prawdÄ…. Pewnego dnia, podczas rozmowy z niejakim Kornchildem, doszÅ‚o do nieporozumienia i Kornik w odpowiedzi wkleiÅ‚ mi fragment naszej rozmowy, gdzie zobaczyÅ‚em, że zamiast Jon Krazov podpisany jestem jako... John Karzov. Nie wiem, może to jakaÅ› dyslekcja lub niedbaÅ‚ość, pamiÄ™tam, że wkurzyÅ‚em siÄ™ wtedy i skrzyczaÅ‚em mojego zacnego interlokutora. Potem jednak przyszÅ‚o mi do gÅ‚owy, że oto los podsunÄ…Å‚ mi rozwiÄ…zanie kwestii utożsamiania mnie z K. Tak oto bezduszny replikant staÅ‚ siÄ™ Johnem Karzovem.
Samo "K." było zaczerpnięte z "Zamku" Franza Kafki, mojego ulubionego pisarza w liceum.
Jak można zauważyć, ramka od tego odcinka jest rysowana odręcznie. Jeśli dobrze pamiętam (i rozpoznaję po rysunku), nie było też wcześniejszego szkicu ołówkiem. Chciałem w ten sposób skrócić czas tworzenia komiksu. Już powoli odechciewało mi się rysowania, ale jeszcze nie chciałem poddać całego projektu.
33.

Wypowiedź z pierwszego kadru pochodzi z forum O2. Tradycją było to, że ludzie zakładali durne tematy z durną wypowiedzią. Czasami przepadała bez odzewu (jak powyższa, którą rozbawiony postanowiłem ocalić od zapomnienia; tak mnie rozwaliła), ale nie zawsze.
Pamiętam, jak kiedyś temat założył niejaki syn Robocopa. Jego wiadomość była krótka: "Mam odkręcanego penisa". Pośród odpowiedzi najbardziej rozbawił mnie kolega... Superman, który napisał: "Pożycz". I tak się toczyło życie na forum O2.
34.

Lejtmotyw bezdusznego replikanta uderza po przerwie. Na końcu Lecter jest po raz kolejny zaskoczony. Poczciwego żółwia stworzyłem.
35.

Ostatni rÄ™cznie rysowany odcinek. Totalnie mi siÄ™ nie chciaÅ‚o, co widać po wyglÄ…dzie kobiety. Po części może nie potrafiÅ‚em. Już samo narysowanie Friedy kosztowaÅ‚o mnie dużo akrobacji. Wydaje mi siÄ™, że ktoÅ› napisaÅ‚ jakiÅ› druzgocÄ…cy komentarz pod adresem części graficznej, co byÅ‚o czymÅ›, na co czekaÅ‚em — pretekstem, żeby rzucić to w diabÅ‚y.
Sam pomysł był dość stary i długo zbierałem się do narysowania go, ale wciąż były jakieś inne. Wziął się ze słownika języka angielskiego, wg którego "bezduszny" to... "heartless".
36.

Po kilku miesiącach, w styczniu 2005, podczas których zapomniałem o "Bezdusznym replikancie", siadłem do MS Painta i narysowałem coś takiego, co następnie wrzuciłem na stronę. Miała to być zapowiedź nowego stylu.
Zawsze byłem fanem ascetycznego, paintowego stylu Endo.
37.

Niestety, powstał jeszcze tylko ten jeden odcinek. Również narysowany w Paincie. Wbrew wcześniejszej deklaracji, tym razem raczej poszedłem w stronę Red Meat, które swego czasu czytałem namiętnie. Trzy identyczne kadry różniące się tekstem. U mnie, jednakże, były różnice między kadrami. Co ciekawe, tym razem to K. się na końcu trapi.
Historia stworzona po tym, jak byłem na rozmowie o pracę w Onecie w styczniu 2005. Nie zapadł mi w pamięć biust ani sweterek pani przeprowadzającej rozmowę. Rozmówca K. jest z kolei odlegle inspirowany Duke Nukemem.
Posłowie
Potem wylądowałem na bezrobociu, podczas którego prawie nic mi się nie chciało, potem szukałem pracy i życie okazało się bardziej zajmujące. Pewnego dnia wszedłem na stronę i dostałem w twarz zaślepką Blog.pl, że nie ma takiego numeru.
Przez lata nie zapomniałem o bezdusznym replikancie K. i jego kompanach, chociaż do skutku doszedł tylko jeden pomysł. Było nim opowiadanie pt. "Bumerang z gumy do żucia", historia Vincenta Paldridge'a, po którego upomina się przeszłość. Jego córka zostaje najprawdopodobniej uprowadzona. W wyprawie po zaginioną latorośl towarzyszy mu nie kto inny, jak jego sąsiad... John Karzov. Jego obecność to coś pomiędzy rolą pierwszo- a drugoplanową. Dla fanów jak znalazł.
Czasem myślę nad jakimś comebackiem (długo zbierałem się do napisania "Wielki Ptak kontra bezduszny replikant", ale nie chwyciło), aczkolwiek na myśleniu się kończy. Oficjalnie jednak projektu bezduszny replikant nie zamykam. Czekam po prostu na dogodniejsze czasy. Choć wróci raczej w wersji literackiej, nie komiksowej. Dawno nie rysowałem. Musiałbym sobie przypomnieć.
Jeśli dotarliście do tego akapitu, to chciałbym powiedzieć, że bardzo miło było mi odbyć tę podróż sentymentalną. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze.